Wyszukiwarka

Wyszukiwarka

Jesteś tutaj: Start / Młodzi zdolni!!! / Prolog

Prolog

Czerwienią Twoich oczu

 

Prolog

 

Pierwsze promienie słońca przedzierały się przez średniej wielkości okno. Ogółem pokój wyglądał na zadbany, jednak po podłodze, w niektórych miejscach walały się grube książki. Szklanka zimnej już herbaty przyozdabiała okrągły stolik, a kilka małych, świecących kulek wisiało nad drewnianym biurkiem. Były lekko poprzyczepiane do trzech półek, na których roiło się od różnego rodzaju kryminałów czy małych pamiątek. Duża szafa na pół ściany, z wielkim lustrem miała swoje miejsce obok drzwi z małymi okienkami. Meble ładnie wyglądały w połączeniu z jasną podłogą, szaro-turkusowymi farbami, pokrywającymi pokój oraz tapetą, na której widniała panorama miasta.

 

Dziewczyna delikatnie otworzyła oczy o dziwnej barwie. Nie był to dokładnie jeden kolor. Od strony źrenicy widniał do połowy szary, a dalej widoczny był błyszczący, a zarazem ciemny niebieski. Prawie czarne, brązowe kosmyki długiej grzywki opadały na twarz. Skóra była jasna, ale jeszcze nie przekraczała norm. Na ręce zauważyć można było świeżą ranę, przypominającą duże obtarcie o chropowatą powierzchnie.

Wzrok skierowała w stronę zegarka. Wskazywał on godzinę 5:47.

- Serio? Zaraz za dziesięć szósta… 5 godzin snu powinno wystarczyć. Chociaż pospałabym jeszcze, no, ale cóż. Na ósmą do szkoły, więc przynajmniej zdążę umyć głowę i trochę tu posprzątać…- wymamrotała, a następnie odwróciła się na drugą stronę.- Przeklinam Cię szkoło…

Usiadła na rozkładanym, brązowym łóżku, na którym kołdra ledwie się trzymała, a prześcieradło wyglądało jak kulka. Westchnęła, po czym skierowała się w stronę łazienki.

Małe pomieszczenie z jasno szarymi kafelkami i orzechowymi płytkami podłogowymi, któremu białe wyposażenie oraz drewniane elementy nadawały ciekawego wyglądu. Największym minusem był prysznic zamiast wanny. Owalne lustro, podświetlane lampkami LED znajdowało się na wbudowanej, cienkiej ściance.

 

Po półgodziny sypialnia była ogarnięta, a nastolatka prawie gotowa. Schodziła po dwu-częściowych schodach obok salonu. Będąc na dole, spojrzała w tamtą stronę. Walające się puszki po piwie i dwa kieliszki z niedopitym winem na niskim stoliku.

- Czyli jednak… Mam przynajmniej nadzieję, że jej z pracy nie wyleją...- jęknęła spuszczając głowę.- Trzeba się tym zająć, dopóki jeszcze nie wstała. Dowie się, ale jeszcze nie teraz.

Mówiąc to, wzięła z kuchni czarny worek na śmieci i zaczęła sprzątanie. Najpierw trzeba było usunąć opakowania po różnego rodzaju alkoholach. Następnie wynieść naczynia i dokładnie umyć, a na samym końcu wywietrzyć cały pokój. Stała teraz w holu i z zadowoleniem otrzepywała ręce z kurzu.

- Hitomi, co robisz?- mała dziewczynka znajdowała się na schodach, trzymając w ręku pluszowego misia. Na oko stwierdzić można spokojnie, że ma 6 lat. Jasnobrązowe, kręcone włosy, związane były w średniej długości kucyka. Oczy jej były wyblakło zielone, a strój, czy bardziej piżamę tworzyła gruba koszulka do kolan.

- Nic takiego, po prostu stwierdziłam, że troszeczkę tu posprzątam- odparła z zakłopotaniem, zasłaniając worek ze śmieciami.

- Nie o to mi chodzi- pokiwała przecząco głową.- Czemu sprzątasz w sobotę o siódmej rano?

- Sobotę?- zamarła.- Myślałam, że dziś jest piątek… A ty dlaczego nie śpisz?

- Usłyszałam, że ktoś jest na dole. Wiedziałam, że to ty, więc zeszłam Ci coś powiedzieć- odpowiedziała z uśmiechem.- Tata wczoraj dzwonił, powiedział, że za nami tęskni i odwiedzi nas kiedy będzie miał wolne.

- To świetnie- dziewczyna posłała siostrze nieszczery uśmiech.- Ale teraz połóż się jeszcze.

- Dobrze!- krzyknęła energicznie, po czym udała się na górę.

Przyjedzie, jak znajdzie trochę czasu… Już to widzę- przeszło jej przez głowę.

Pojedyncza łza mimowolnie spłynęła po jej policzku. Kiedyś byli tak zgraną rodziną, a teraz? Ojca nie ma, matki praktycznie też nie. Jedyną osobą, która jeszcze daje kropelkę nadziei, jest Melody- jej młodsza siostra. Ale ile taka mała dziewczynka może? Stosunkowo niewiele.

Rozmyślanie Hitomi, trwałoby pewnie jeszcze sporo czasu, gdyby nie cichy dzwonek z telefonu. SMS. Delikatnie wyjęła urządzenie z kieszeni czarnej bluzy, wpisała skomplikowane hasło i wyświetliła wiadomości:

 

          Cześć Hitomiś (≧∇≦)/ Wyjdziesz na spacer?

 

Nie mogę, mamy nie ma w domu i muszę       

zająć się siostrą… Przepraszam.                       

 

           To szkoda… (_ _|||) A jutro?

 

Postaram się.                                                    

 

           Oki (^^)

 

Westchnęła krótko i opuściła mieszkanie z dużym workiem, pełnym puszek.

Dzieciaki z sąsiedztwa biegały radośnie po podwórkach. Dwie osoby spacerowały z psem, rozmawiając na różne tematy. I pomyśleć, że jeszcze niedawno tak samo było i z nią. Carmen często odwiedzała przyjaciółkę, razem biegały, zdobywały kolejne zadrapania, wspólnie znosiły kazania rodziców. To dziwne, że nie zauważyła, kiedy to wszystko znikło, po prostu zaczęło stopniowo rozpływać się w powietrzu. Cudowne jak dotąd zabawy, stały się dziecinne, kary od rodziców wkurzające. I tylko te rany cały czas przynoszą zapach sprzed kilku lat. Zmieniło się tak dużo, a równocześnie tak niewiele. Patrząc na ten krajobraz i wspominając tamte chwile, nasuwało się tylko jedno zdanie:

- Dorastanie… nienawidzę cię.- wypowiedziała ze spuszczoną głową, kierując się w stronę kosza.


Przejdź do góry