Wyszukiwarka

Wyszukiwarka

Rozdział_I

Chapter 1.

 

Po 15 minutach nudnej drogi w kierunku tak zwanego „więzienia”, nareszcie znalazła się na jego terenie.

Był to ogromny budynek, mało różniący się od innych szkół. Standardowy biały kolor ścian i niebiesko-szare, jasne elementy wykończeniowe. Duże, oszklone drzwi i okna dodawały temu miejscu nowoczesnego stylu, a kilka samotnych drzew widocznych było zza ceglanego ogrodzenia wokół budowli.

Dźwięk lekkiego chodu ucichł. Zatrzymała się, podnosząc głowę i rozglądając się dookoła. Kilka grup uczniów wesoło rozmawiało, inni przeglądani coś w telefonie, nie zabrakło również szkolnych nikczemników. Nie widząc nikogo znajomego, już miała postawić kolejny krok, kiedy coś ją powstrzymało. Był to jeden z „tych, których imion wymawiać nie wolno”. Szybko odwróciła się, po czym rozpoznając twarz zakpiła:

- Witaj, L-u-c-a-s.

Wszyscy obserwowali całą sytuację z bezpiecznej odległości. Stali jak zamurowani, w końcu nazwa nie była dana im bez powodu, a jak wiadomo było, zawsze szukali kłopotów.

Lucas jak go zwą, był wysokim jak na swój wiek chłopakiem. Jasne, słabo widoczne przez czapkę włosy nie wyglądały groźnie. Przeciwieństwem były mrożące krew w żyłach oczy, nieco wąskie, ale przykuwające uwagę. Każde zdanie wypowiadał arogancko i z nadludzkim spokojem, chociaż odnośnie tego drugiego można się pomylić.

- Z tego co widzę, to nadal nie nauczyłaś się zasad. Idiotka.

- Teraz już wiem, czemu kumpli nie masz.- I nie żałując wypowiedzianych słów, z honorem upadła na ziemię. Jeden z kamieni uszkodził jej policzek, a mimo wielkiego pieczenia od piachu nie płakała, a wręcz cieszyła się. Taki ból sprawiał jej tylko radość.

Na chwilę zamknęła piekące od piasku oczy, gdy momentalnie rozległ się hałas. Zaciekawiona źródłem ujrzała jego- Seana. Średniej wysokości rówieśnik zadał pierwszy cios przeciwnikowi. Jak widać nie zrobiło to na nim zbyt wielkiego wrażenia, bo już za chwilę złapał ciemnowłosego za bluzę i przyciągnął do siebie.

- Widzę, że dzisiaj jacyś uparci jesteście. Jeśli myślałeś, że się Ciebie przestraszę, to się myliłeś- warknął przez zęby.

- Wiem, ale za to boisz się nauczycieli- odparł z uśmiechem, bo za tłumem uczniów można było zauważyć panią od wychowania fizycznego.

Jak za dotknięciem magicznej różdżki banda uciekła, a uczniowie się rozeszli. Dziewczyna odetchnęła z ulgą. W tym czasie Sean podszedł do niej i podał jej rękę, by mogła wstać.

- Nic Ci nie jest? Spodziewałem się, że to ty.

- Sugerujesz coś?- spytała z małą wrogością.

- Ależ skądże, jakbym mógł- zaśmiał się zielonooki.

Hitomi wstała samodzielnie, nie korzystając z pomocy przyjaciela. Kiedy już otrzepała się z piasku ponownie spojrzała na chłopaka.

Miał mniej więcej 1,60 metra. Całkiem długie, jasnoczarne włosy dodawały mu uroku, a duże zielone oczy wpatrywały się w nią z troską. Ubrany był w jeansowe spodnie, szarą baseballówkę z białymi rękawami oraz koszulkę w tym samym kolorze. Na jego twarzy pojawił się grymas.

- Powinniśmy iść do pielęgniarki, ten policzek nie wygląda przyzwoicie.

 Dziewczyna kiwnęła głową i udali się do drzwi wejściowych, zostawiając za sobą kamień pokryty szkarłatną cieczą.

 

Przez całą trasę do wyznaczonego miejsca brunetka unikała wzroku chłopaka. Nie wiedziała dlaczego, po prostu miała przeczucie, że tak będzie lepiej. Wystarczyło jej te mnóstwo par oczu, które co chwilę zwracały na nią uwagę. Czuła się zestresowana, lubiła być w centrum uwagi, ale cała jej pewność siebie poszła w las. Oddychała szybko, a nogi się jej uginały. Nie zauważyła nawet, kiedy dotarli.

- Hitomi, jesteśmy- odparł obojętnie.

Spojrzała na niego podejrzliwie, słysząc ton jego głosu. On natomiast uśmiechnął się sztucznie. Niebiesko-szarooka już miała spytać, czy coś się stało, ale kiedy nabrała powietrza nie zdążyła nic powiedzieć.

- Wejdę z tobą, dobra?

- N-nie trzeba- oznajmiła stłumionym głosem.

- Czyli tak- dziewczyna lekko się zdenerwowała, jednak po raz kolejny nie było jej dane odpowiedzieć, bo Sean złapał ją za rękę i wparował do pomieszczenia.

Pielęgniarka siedziała przy swoim brzozowym biurku, popijając herbatę. Była to długowłosa blondynka o kasztanowych oczach. Każdy z uczniów tej szkoły bardzo chętnie do niej przychodził. Oczywiście nie tylko, kiedy coś mu dolegało, ale też żeby się wyżalić. W końcu pracowała tu także jako psycholog. Zawsze starała się pomóc, w jej towarzystwie wszyscy czuli się dobrze, a proponowana przez nią herbata pozwalała się uspokoić.

Cały gabinet był obszerny i dobrze urządzony. Jasne, turkusowe ściany wyglądały przyjemnie. Drewniana podłoga znajdująca się tam była już lekko poszarzała, ale  meble w kolorze biurka były całkowicie nowe. Znajdowały się tam leki praktycznie na wszystko: od gorączki, bólu brzucha, głowy, a nawet na bolące gardło czy kaszel. Naturalnie nie zabrakło wagi oraz wzrostomierza. Pokój wyróżniał się trzema łóżkami medycznymi z zasłonkami, a także przyciemnianym oświetleniem.

- Dzień dobry!- zakrzyknął wesoło chłopak, nadal trzymając rękę dziewczyny.

- D-dobry…- wyszeptała brunetka.

- Witam. Domyśliłam się, że to wy. W końcu tylko Sean ma taki nietypowy sposób wchodzenia- tu kobieta się zatrzymała, po czym spojrzała na nastolatkę.- Co ci się stało, Hitomi?

- O-otóż miałam taki mały wypadek- wyjąkała zawstydzona, tym, że przyjaciel ani śmiał jej puścić.

- Chyba jednak nie taki mały. Podejdź tutaj- nakazała pielęgniarka.

Po chwili udało jej się uwolnić z uścisku czarnowłosego i ruszyła w wyznaczone miejsce. Tamten natomiast oparł się o ścianę i czekał cierpliwie na koniec zabiegu. Kiedy policzek został odkażony, a gazik przymocowany dwoma przezroczystymi plastrami mogli wyjść z pomieszczenia.

 

Szli długim, opustoszałym korytarzem do klasy. Dziewczyna nie mogła skupić się na niczym innym, niż sytuacja w gabinecie. Ciągle rozmyślała nad tym, co zrobił zielonooki. Zaskoczyło ją to, już sama nie wiedziała co ma o tym sądzić. Po jakimś czasie zebrała się w sobie i ze spuszczoną głową spytała:

- Co to miało znaczyć?

- Nic szczególnego- odparł wzruszając ramionami.

- Skąd wiesz o co mi chodzi?- ze zdziwienia nie mogła się powstrzymać, by chociaż na niego nie zerknąć.

- Jestem jasnowidzem- powiedział, udając, że wyczynia jakieś magiczne cuda.

Zdezorientowana zaczęła się zastanawiać, co wyprawia jej kolega, kiedy rozległ się wesoły krzyk:

- Hitomiś!!!- nastolatka już miała się odwrócić, nie zdążyła jednak, ponieważ rówieśniczka rzuciła się na nią i zaczęła przytulać.

- C-carmen?- tylko tyle dała radę wykrztusić, zanim zaczęła tracić resztki tchu.

Dziewczyna, to najlepsza przyjaciółka tamtej dwójki. Wraz z brunetką znają się od dawna, są dla siebie jak siostry. Ma krótkie włosy do ramion, w kolorze beżowego blondu i karmelowe oczy. Różowa koszula na krótki rękaw, patynowy sweter i jeansowa spódniczka do połowy uda odzwierciedlały jej charakter: szalony i czasem dziecinny.

- Tak? Co ci się stało?! Pobił cię ktoś? Niech no ja go tylko dorwę!

Niebiesko-szarooka zacisnęła dłonie na jej gardle. Osoby, które ich nie znają pewnie już poszłyby po nauczyciela, żeby je rozdzielić, aczkolwiek wokoło nie było nikogo poza nimi. Uczniowie byli już w salach, w końcu zaraz dzwonek na lekcje. A nawet jeśli ktoś by tam był, nie zwrócono by na niego większej uwagi. I tak nic żadnej się nie stanie. Może i wygląda to groźnie, ale nigdy nie zrobiłyby sobie większej krzywdy.

- Nigdy. Więcej. Mnie. Nie. Duś. Zro-zu-mia-no?

- Uspokójcie się obie!- rozkazał czarnowłosy, a brunetka opuściła ręce.

Już po chwili, cała trójka zachowywała się jakby nic się nie stało i wesoło rozmawiając szła w kierunku sali.


Przejdź do góry