Wyszukiwarka

Wyszukiwarka

Rozdział_II

Chapter 2. 

Pierwszą lekcją w tym koszmarnym dniu zwanym poniedziałkiem była godzina wychowawcza, ale na szczęście może nauczyciele nie zdążą złożyć skarg na klasę. Znając życie, Hitomi pewnie przespałaby te zajęcia, ale dzisiaj było inaczej. Pani miała ogłosić ostateczne wiadomości na temat 3-dniowej wycieczki. Cała klasa rozmawiała o tym po dzwonku, bo długo wyczekiwana atrakcja miała się odbyć już jutro.

Dyskusje wszystkich przerwało stukanie obcasów nauczycielki. Kiedy tylko drzwi się otworzyły, 20 par oczu bacznie wpatrywało się w kobietę. Zajmując miejsce przy biurku powiedziała:

- Wiem, że nie możecie doczekać się informacji na temat wyjazdu. Przejdziemy do tego, ale najpierw chciałabym wam kogoś przedstawić- zerknęła w stronę korytarza, a tuż potem próg przekroczyła nowa uczennica.

- Cześć, nazywam się Susan Lewis. Przeprowadziłam się tu z Los Angeles. Liczę na to, że się polubimy i lepiej poznamy, ponieważ dużo o was słyszałam- odparła przymilnie, a następnie zajęła wyznaczone przez nauczycielkę miejsce.

Trochę wyższa od Hitomi niebieskooka dziewczyna, miała włosy w kolorze truskawkowego blondu, sięgające do bioder. Ubrana była w czarny żakiet, spódniczkę w tym samym kolorze i białą, elegancką bluzkę, przy kołnierzyku której widniała czerwona wstążka. Przechodząc obok ławki ciemnowłosej spojrzała na nią złośliwie i ruszyła dalej.

- Dobrze, więc zaczynajmy zajęcia- ogłosiła wychowawczyni, a następnie zaczęła wyjaśniać wszystkie sprawy związane z wycieczką.

 

Po około 40 minutach rozległ się dzwonek na przerwę. Tego dnia dwie pierwsze lekcje odbywały się w tej samej sali, więc nie było problemu, by uczniowie tam zostali. Prawie wszyscy zaczęli podchodzić do Susan, ale tak to z nowymi jest, zawsze wzbudzają zainteresowanie. Wyjątkiem była Carmen, która jak co dzień spędzała czas z przyjaciółką. Hitomi jednak nie słuchała. Cały czas rozmyślała nad tym gdzie podział się Sean. Od rana nie mogła skupić się na niczym innym, a z niewiadomych przyczyn miała złe przeczucia. Nawet ręka brązowookiej nie była w stanie wybudzić jej z głębokiego transu. Zamknęła oczy, ale już za chwilę z powrotem je otworzyła, słysząc znajomy głos.

- Cześć, poznałyście już może Susan? Zanim przeprowadziłem się do Seattle byliśmy przyjaciółmi. Myślę, że szybko odnajdziecie wspólny język, w końcu wiele was łączy- ostatnie zdanie skierował głównie do Hitomi. Ona natomiast tylko spojrzała na niego zaniepokojonym wzrokiem. Nie była przekonana co do słów przyjaciela. Od zawsze unikała zawierania nowych znajomości. Można powiedzieć, że od tego była jej przyjaciółka.

- Miałam iść się przywitać, ale Hitomiś jest jakaś nie w humorku…- odparła z troskliwością Carmen.

Po tych słowach Sean spochmurniał. Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że na jego twarzy maluje się zmartwienie, jednak jeśli ktoś przyglądałby się mu uważnie, zobaczyłby lekkie zdenerwowanie. Jego głowa była lekko spuszczona, natomiast pod białymi rękawami bluzy dłonie zaciśnięte były w pięści. Niesłyszalnie prychnął, po czym już ze spokojniejszym wyrazem twarzy spojrzał na brunetkę.

- Co się stało, Hitomi?- zapytał.

- Nic. Nie przejmujcie się mną- westchnęła dziewczyna, po czym posłała przyjaciołom delikatny, nie do końca szczery uśmiech.

Chwilę później cała czwórka złączyła dwie ławki i rozmawiali. Czas upłynął im przy tym przyjemnie. Nawet nie zauważyli, kiedy minęła cała przerwa i trzeba było posprzątać.

- Może ta cała Susan naprawdę jest fajna…- pomyślała brunetka, wraz z rozpoczęciem lekcji.

 

Po całych siedmiu godzinach męczarni, uczniowie mogli udać się do domów. Ostatnia lekcja Hitomi odbywała się na drugim piętrze szkoły, przeznaczonym specjalnie dla siódmych klas.

Dziewczyna powoli mijała kolejne sale. Tym razem nie z przyjaciółmi, ale sama. Sean miał zostać na chwilę, bo nauczycielka miała do niego ważną sprawę, Carmen natomiast poszła do biblioteki na pierwszym piętrze, żeby oddać pracę na konkurs.

Niebiesko-szarooka już miała udać się drugą częścią schodów na parter, kiedy usłyszała za sobą wesołe wołanie:

- Hitomi! Jak dobrze, że Cię znalazłam…- brunetka odwróciła się. Za nią stała jej nowa koleżanka z klasy, która próbowała złapać oddech, po najwyraźniej długim biegu.

- Tak? O co chodzi?- zapytała miłym głosem, stojąc na spoczniku i spoglądając wyżej tak, by patrzeć na blondynkę.

- Mam takie pytanie- tu upewniła się, że nikt nie idzie, po czym wyprostowała się i gniewnie spojrzała się na rówieśniczkę.- Mogłabyś łaskawie odwalić się od mojego przyjaciela?

Dziewczynę zamurowało. Przez chwilę miała wątpliwości czy dobrze usłyszała, ale następnie dotarło do niej, że niebieskooka faktycznie wypowiedziała te słowa. Jej powieka zaczęła niebezpiecznie drgać, a na twarzy pojawiło się poirytowanie.

- Wybacz, ale muszę odmówić. Szkoda… A przez chwilę myślałam, że jesteś fajna- westchnęła ze zrezygnowaniem.

- Rozumiem, ale jeszcze będę miała szanse, by Ci się odwdzięczyć- odparła obojętnie Susan.

- Jutro klasa i tak się tobą znudzi, więc obawiam się, że obecnie nie możesz mi nic zrobić- powiedziała brunetka, zaczynając stawiać kroki na schodach.

- Ja nie. Ale Sean już tak- stwierdziła ze złośliwym uśmiechem i udała się dalej korytarzem.

Hitomi spojrzała w tamtą stronę z niedowierzaniem, ale dziewczyny już nie było. W istocie, miała rację. Chłopak cieszył się dobrą opinią, zarówno wśród nauczycieli, jak i uczniów. Co jeśli ich przyjaźń się skończy, bo blondynka coś nawymyśla i mu powie? To byłby koszmar, a mogłoby być jeszcze gorzej.

Dziewczyna tak się tym przejęła, że nie zauważyła następnego schodka. Jeszcze moment i spadłaby, gdyby nie to, iż w ostatniej chwili ktoś złapał ją za rękę i przyciągnął do siebie, przytulając.

- Nic wam nie jest?- usłyszała za sobą, kiedy spoglądała na spadającą w dół torbę.

- Chyba nie, ale mało brakowało. Hitomiś, musisz bardziej na siebie uważać- brunetka spojrzała na stojących za nią przyjaciół i odetchnęła z ulgą. Oni zawsze byli przy niej, gdy ich potrzebowała i miejmy nadzieję, że tak będzie już zawsze.

- Całe szczęście… To jak? Idziemy?- zapytał chłopak. Obie dziewczyny pokiwały zgodnie głowami i ruszyli na dół. Kiedy już pozbierali wszystkie rzeczy, które wypadły z torby, mogli udać się w stronę szatni.

 

- Już jestem!- krzyknęła Hitomi, przekraczając próg domu.

Stając w przedpokoju zdziwiła się. W pomieszczeniu było, aż nadto czysto, ale nie tylko tam. To samo dotyczyło salonu czy jadalni połączonej z kuchnią. Ciężko było w to uwierzyć. Kiedy wychodziła, matki nie było, a w domu panował bałagan. Nigdzie nie było żadnych puszek lub kieliszków. Każda, nawet najmniejsza rzecz znajdowała się na swoim miejscu. Podłoga była umyta, a kurze pościerane. Po całym mieszkaniu roznosił się zapach domowego obiadu.

- Cześć, siostrzyczko- powiedziała Melody, uśmiechając się promiennie.- Chodź, mama zrobiła spaghetti.

- Mama?…- dziewczyna nie wierzyła własnym uszom. Kobiety, o której była mowa nie powinno być w domu. Zwykle o tej godzinie znajdowała się w pracy, albo u koleżanki. Zobaczenie jej w domu czy co dopiero, robienie przez nią obiadu, a zwłaszcza w tej porze dnia mogło być jedynie kiepskim żartem.

- Chodź już!- dziewczynka chwyciła siostrę za rękę i pociągnęła w kierunku kuchni.

Na prawie niewidocznych ścianach pomieszczenia widniała szara farba. Podłoga natomiast pokryta była panelami z mahoniowego drewna. W części służącej jako jadalnia zobaczyć można było średniej wielkości stół, a na nim misę owoców oraz pięć białych krzeseł. Po prawej stronie od wejścia stał jasny kredens z niebieskimi naczyniami i kilkoma roślinami. Ta część odgrodzona była ciemnym, dębowym blatem, który ciągnął się przez prawie całą kuchnię. Wszystkie urządzenia, takie jak lodówka, zmywarka lub piekarnik wręcz „wtapiały się” w meble. Ściana, której nie towarzyszyły żadne sprzęty, pokryta była różnymi obrazami, a także widniały tam drzwi prowadzące na taras.

- Cześć, córeczko. Jak było w szkole?- spytała radośnie kobieta, stojąc za blatem.

Pani Witner jest brunetką średniego wzrostu, o zielonych oczach. Włosy miała związane w niskiego koka, ubrana była natomiast w pistacjowo-białą koszulę w kratkę i granatowe spodnie. Oprócz tego miała na sobie fartuch w kolorze pudrowego różu.

- Dobrze?… Czemu nie jesteś w pracy? Przecież rano nie było Cię w domu- odparła podejrzliwie Hitomi.

- Wzięłam wolne, a moja poranna nieobecność była spowodowana tym, że pojechałam na zakupy. Teraz siadaj, bo jedzenie Ci wystygnie- odpowiedziała rodzicielka.

Dziewczyna zorientowała się, że danie podzielone jest już na porcje. Chwilę później usiadła do stołu i zaczęła posiłek. Nie trzeba było czekać długo, żeby reszta domowników uczyniła to samo. Przez pierwsze minuty nikt nic nie mówił, dopiero po jakimś czasie ciszę przerwała pani Witner:

- Powiedz, Hitomi… Co stało Ci się w policzek?

- Co? A tak. To nic takiego, tylko przewróciłam się, jak szłam do szkoły- skłamała. Wolała nie mówić o takich rzeczach. W sumie nie wiedziała dlaczego, niektóre rzeczy  chciała zachować dla siebie.

Wspólny obiad trwał jeszcze dobrą godzinę. Mimo to nikt nie narzekał, a czas minął wyjątkowo przyjemnie. Można powiedzieć, że było tak, jak kiedy tata jeszcze z nimi mieszkał. Jedyną różnicę stanowiły trzy, a nie cztery osoby przy stole.

Kiedy Hitomi skończyła jeść, zabrała swoje rzeczy i powolnym krokiem udała się do swojego pokoju. Gdy tylko otworzyła drzwi torba wylądowała w kącie pomieszczenia. Ona zaś usiadła na łóżku i wzięła do ręki telefon, który wcześniej wyjęła z bluzy. Odblokowała go szybkim ruchem, a następnie weszła w aplikację do ustawiania budzika i zaczęła myśleć.

- Więc tak: zbiórka jest punkt 8:00. Rano muszę się spakować, wziąć prysznic i się uszykować. Do tego dochodzi dodatkowo wysuszenie głowy, spławienie siostry, która będzie mieć bardzo dużo pytań, zapewnienie Carmen i Seana, że na pewno jadę. Czyli muszę wstać około czwartej, jeśli będę chciała jeszcze trochę odpocząć…- dziewczyna westchnęła, a następnie odłożyła urządzenie i powolnym krokiem ruszyła do łazienki.

Kiedy po trzydziestu minutach była już gotowa, ułożyła się wygodnie na łóżku. Nagle rozległ się dźwięk charakterystyczny dla przychodzącego SMS-a. Hitomi leniwie podniosła komórkę ze stolika i odblokowała ją szybkim ruchem. Chwilę później czytała już wiadomość od dobrze znanej jej osoby.

 Od: Carmen Harvey

Cześć Hitomiś (≧∇≦)/ . Słyszałaś już, że Susan będzie z nami w pokoju? Dzisiaj Sean do mnie zadzwonił i spytał czy będę miała coś przeciwko. Miał zadzwonić też do Ciebie, ale powiedziałam, że nie będzie takiej potrzeby. Też się cieszysz prawda? ^o^

 

Dziewczyna nie wiedziała, czy ma być zła na przyjaciółkę, że nie pytała jej o zdanie, czy na Seana, że posłuchał Carmen. Nie była przygotowana na taką wiadomość, więc ostatecznie postanowiła nie odpisywać. Nie wiedziała co. Jeśli powiedziałaby, że się cieszy, musiałaby udawać, iż naprawdę tak jest. Jedno jednak wiedziała na pewno. Zapowiada się trudna noc… Wycieczka jeszcze bardziej.


Przejdź do góry