Wyszukiwarka

Wyszukiwarka

Rozdział_III

Chapter 3.

 

Całe miasto było pokryte mrokiem. Jedynie pojedyncze latarnie przerywały tę ciemność, tworząc rozświetlone obszary. Wszędzie było tak spokojnie. Jednak mimo ciszy, jaka panowała, w każdym zaułku dało się usłyszeć ciche miauczenie kotów, które chowały się w ślepych uliczkach, zapewne szukając pożywienia.

Wszystkie domy były wolne od jakichkolwiek odgłosów, a osoby w nich mieszkające mogły odpocząć przed  kolejnym dniem pełnym obowiązków. Niestety zawsze znajdą się wyjątki. W jednym z mieszkań już około godziny czwartej całkiem głośny odgłos dzwonka rozniósł się po całym pomieszczeniu, budząc domowniczkę.

Przemęczona nastolatka leniwie otworzyła jedno oko. Kiedy zorientowała się co jest grane, powoli podniosła się z łóżka. Swoje kroki skierowała do niewielkiego, okrągłego stolika, by już po chwili chwycić w dłoń komórkę.

- Dopiero czwarta…- pomyślała.- Nic się chyba nie stanie, jeśli odpocznę jeszcze 10 minut- mruknęła sama do siebie, po czym kliknęła jedną z opcji na ekranie. Następnie wróciła do ciepłej pościeli i kontynuowała swoją przygodę w krainie snów.

Po jakimś czasie wesoła muzyka po raz kolejny wypełniła cały pokój. Tym razem dziewczyna nie była już tak spokojna. Prędko podniosła źródło dźwięku. Było tak jak myślała.

- Halo?- powiedziała, odbierając.

- Cześć Hitomiś!- odparł wesoły głos w słuchawce.- Szykujesz się już? Albo bardziej powinnam spytać czy jesteś już gotowa- zaśmiała się, ale nie uzyskawszy odpowiedzi na pytanie lekko się zaniepokoiła.

- Carmen, którą mamy godzinę?…- zapytała niepewnie.

- Hę? Szóstą, czemu pytasz?- odpowiedziała, ale nim zdążyła coś dodać, połączenie  zakończyło się.

W tym momencie niebiesko-szarooka rzuciła urządzenie w stronę łóżka, a sama pognała do szafy.

- Świetnie! Mam półtorej godziny, żeby się spakować, umyć głowę i ogólnie się przyszykować. No po prostu cudownie!- krzyknęła w myślach.

Brunetka myślała, że nie może być już gorzej. I tu się myliła. Wystarczyła jedynie chwila, by całkowicie została wyprowadzona z równowagi, gdyż kiedy otworzyła pierwszą szufladę szybko spostrzegła, że wszystkie ubrania, które przygotowała poprzedniego dnia zniknęły. Jeszcze wczoraj były na swoim miejscu, ale teraz… nie było ich. Przepełniona strachem Hitomi zsunęła się po ścianie. Podkuliła nogi, a rękami zakryła twarz. Nie wiedziała, co robić. Nie zdążyłaby już uszykować kolejnych rzeczy. Może, gdyby wstała o odpowiedniej godzinie miałaby jakąś szansę, ale teraz? Nie było nawet o tym mowy.

Dziewczyna siedziała tak krótką chwilę, kiedy przez jej głowę przeszła pewna myśl.

- Mama!- pomyślała.- Oby jeszcze nie wyszła!- Mówiąc to, czym prędzej wstała i skierowała się w stronę schodów.

 Chwilę później była już na parterze. W tej chwili stała naprzeciw granatowej walizki w błękitne gwiazdki, umiejscowionej obok drzwi wejściowych. Nie trzeba było długo czekać, aby nastolatka zbliżyła się do niej i podniosła małą, żółtą notatkę, przyczepioną do rączki. Prawie natychmiast zaczęła czytać.

-„Przepraszam, że Cię nie obudziłam, Córeczko. Tak słodko spałaś. Następnym razem nie ustawiaj budzika na czwartą. Spakowałam wszystkie potrzebne Ci rzeczy, więc mam nadzieję, że nie będziesz miała mi tego za złe. Melody zawiozłam do babci. Zadzwoń, jak wyjedziecie. Kocham Cię. Mama”- przeczytała, po czym lekko się zaśmiała.- Zapomniałaś, że nie lubię, kiedy grzebiesz mi w rzeczach- westchnęła zirytowana, ale nadal z uśmiechem na twarzy.

 Po około godzinie Hitomi mogła już opuścić dom. W trakcie szykowania znalazła jeszcze kilka potrzebnych przedmiotów, o których rodzicielka najwyraźniej zapomniała, ale obecnie nie było to istotne. Najważniejsze było, że brunetka na pewno zdąży na autobus i pojedzie na długo wyczekiwaną przez wszystkich wycieczkę.

Upewniając się, że zabrała już wszystko wyszła z domu. Drzwi zamknęła na klucz i  zostawiła go w pustej doniczce, przykrywając przedmiot torbą pełną ziemi. Ta czynność została jeszcze z czasów, kiedy wraz z tatą często chodzili na spacery do parku. Niestety mimo upływu tylu lat, odkładanie klucza w ten sposób nadal boli, co prawda nie aż tak jak na początku, ale to ukłucie w sercu i tak pozostanie.

Nie minęło 20 minut, aby nastolatka dotarła na miejsce. Będąc przed budynkiem zauważyła grupę uczniów, wyczekujących na autokar. Ciągnąc za sobą sporą walizkę oraz niosąc podręczną torbę, szybko zauważyła w tłumie swoich przyjaciół.

Carmen rozglądała się we wszystkie strony, najprawdopodobniej żeby upewnić się, czy Hitomi już przypadkiem nie przyszła. Zważywszy na jej ubiór wyglądało to dość zabawnie. Miała na sobie, między innymi granatowe jeansy z falbankami u dołu oraz białą bluzkę z cekinami. Dodatkowo założyła swój pistacjowy sweter i skórzaną kurtkę w kolorze pudrowego różu. Jej plecy przyozdabiał natomiast błyszczący karmazynowy plecak. Oprócz tego zabrała ze sobą średniej wielkości kremową walizkę, w której na pewno znajdzie się miejsce na wiele różnych pamiątek.

Sean natomiast opierał się o mur ogradzający szkołę. Jego twarz wyrażała obojętność, co ostatnio często się mu zdarzało. Jedną z rąk trzymał w kieszeni, drugiej natomiast używał do podrzucania swojej magicznej różdżki, którą miał z zestawu małego magika.

Ubrany był dość zwyczajnie, w jeansowe spodnie i szarą bluzę z czarnymi rękawami. Podobnie jak Carmen miał ze sobą plecak, jednak jego był czarny, którego jedynymi wyróżniającymi się elementami były błękitne suwaki. Jak każdy zabrał również walizkę. Z tym, że była ona tak wielka, że zmieściłyby się tam rzeczy jego przyjaciółek, a nawet zostałoby trochę miejsca.

 

Hitomi, nie zastanawiając się zbyt długo ruszyła w stronę znajomych twarzy. Cóż, łatwo domyślić się jak zareagowała brązowooka, kiedy tylko spostrzegła dziewczynę. Czym prędzej podbiegła do niej i zaczęła mocno przytulać. Mimo, że ciemnowłosa nie przepada za takim przywitaniem, uśmiechnęła się serdecznie, a już po chwili razem wróciły do bagaży Carmen.

- Nawet nie wiesz jak się o Ciebie martwiliśmy, Hitomiś- powiedziała z wyrzutem, wskazując na siebie i Seana.

Niebiesko-szarooka skierowała wzrok na chłopaka. Kiedy już to zrobiła ich spojrzenia się spotkały. Nie czekając zbyt długo ten odbił się od muru i zbliżył do długowłosej, kładąc jej rękę na policzku. Jego twarz przyozdabiał lekki uśmiech, ale zupełnie pozbawiony emocji. Dziewczyna spięła się, by już za chwilę syknąć z bólu. Sean bowiem z pewną siłą pociągnął ją za ucho. Hitomi ukradkiem zerknęła na przyjaciela, który obecnie patrzył na nią z wrogością.

- Carmen ma rację. Czemu nie odbierałaś?- warknął, ale orientując się co robi towarzyszce szybko uspokoił się i ją puścił.

- Prawie zaspałam i nie miałam czasu rozmawiać… Przepraszam- spuściła głowę, trzymając nadal obolałe ucho.

- Jakoś mi to do Ciebie nie pasuje. Zawsze przecież wstajesz z samego rana- powiedział podejrzliwie.

- W sumie to obudziłam się o czwartej, ale stwierdziłam, że ustawię drzemkę. Niestety jak widać pomyliłam przyciski- odparła z przekonaniem, na co Sean z marnym skutkiem próbował zachować powagę.

- Wiedziałem, że jesteś niezdarą, ale nie myślałem, że aż tak- wydusił, po chwili wybuchając niepohamowanym śmiechem.

Cała sielanka trwała jeszcze dobre kilka minut, kiedy do grupki przyjaciół dołączyła pewna osoba. Była to oczywiście Susan. Chwilę trwało, zanim odwróciła się w stronę bohaterów i powolnym krokiem zaczęła iść w ich stronę. Ubrana w jasnobeżową bluzkę, ozdobioną długą kokardką oraz czerwoną spódniczkę kroczyła dumnie, jak na osobę jej pokroju przystało.  Ochronę przed zimnem zapewniał jej długi, czarny płaszcz, natomiast za bagaż służyła tego samego koloru walizka wypchana po brzegi. Na ramieniu miała elegancką torebkę, jedynie na najważniejsze rzeczy.

- Cześć wszystkim!- odparła radośnie, z wielkim uśmiechem na twarzy. Oczywiście dwie osoby natychmiastowo odpowiedziały na jej przywitanie. Pozostała nie miała takiego zamiaru, a blondynka zauważając jej reakcję zmarszczyła brwi.- Coś się stało, Hitomi?- spytała jakby z troską w głosie.

- Nie, po prostu nie wyspałam się. Zresztą, tak jak zwykle- skłamała.

- Rozumiem… Ale nie martw się! Będziesz miała wystarczająco czasu w autobusie, żeby się zdrzemnąć- stwierdziła, chcąc jakoś pocieszyć koleżankę, na co tamta jedynie skinęła głową.

 

Środek transportu przyjechał pod szkołę z 15- minutowym spóźnieniem. Uczniowie dostając pozwolenie na wejście do autokaru prawie natychmiast zaczęli przepychać się przez drzwi. W sporej odległości od pojazdu zostały jedynie dwie osoby: Carmen i Hitomi. Susan poszła załatwić coś z nauczycielką, a jeśli chodzi o Seana, to nie miały pojęcia, dokąd poszedł. Po prostu zniknął gdzieś w tłumie, chociaż dziewczyny nie przejęły się tym za bardzo. I tak znajdzie się prędzej czy później. Stwierdziły więc, że zwyczajnie poczekają, żeby nie zostać zepchnięte ze schodków, co udało im się jakiś czas później.

Na pierwszy rzut oka wnętrze autobusu było schludne, chociaż w niektórych miejscach widniało kilka uszkodzeń z tyłu siedzeń. Patrząc na miejsca nie dało się zobaczyć jakichkolwiek wolnych. Całe szczęście idąc dalej zauważyły wystające spoza rzędu trampki, dobrze znanego zielonookiego.

Przyjaciółki usiadły przez nim, kładąc niezbędne bagaże pod nogami. Następnie obie uklękły na siedziskach, patrząc w stronę ciemnowłosego. Widząc, iż ten ma w uszach słuchawki zaczęły planować jakąś „niespodziankę”.

- To jaki plan?- szepnęła Carmen.

- Zobacz- nakazała, wskazując na telefon Seana, który leżał na czymś w rodzaju stolika z tyłu oparcia fotela.- Wystarczy tylko włączyć mu coś co go zdenerwuje, a dobrze się składa, bo ostatnio wysłałam mu coś takiego- mówiąc to Hitomi uśmiechnęła się złośliwie, a chwilę później przystąpiła do działania.

Pierwszym krokiem było ciche odblokowanie telefonu. Dziewczyna przełożyła rękę nad siedzeniem i sprawdzając, czy chłopak nadal ma zamknięte oczy, z małym trudem wpisała wcześniej podpatrzone hasło. Drugie w kolejności było znalezienie wiadomości z linkiem do wkurzającego remix'u. Brunetka weszła więc w wiadomości i odnalazła swój numer. Niemało zdziwiła się, kiedy ujrzała SMS-a od samej siebie wysłanego chwilę temu. Brzmiał on: „Nie ruszaj mojego telefonu :P”. Ze zdezorientowaniem spojrzała na zielonookiego, który wesoło machał komórką Hitomi.

- Ciut chyba nie wyszło- zakpił, podając właścicielce zgubę, na co bohaterka przewróciła teatralnie oczami.- To, że czegoś słucham, nie oznacza, że was nie słyszę.- Po wypowiedzeniu tych słów wypiął język w kierunku towarzyszki.

- Zapamiętam to sobie na przyszłość- zaśmiała się.

- I dobrze. Swoją drogą, gdzie Susan?-  Sean podniósł się do siadu, by uzyskać lepszą widoczność na zebranych uczniów.

Brunetka przypominając sobie wczorajszą sytuację skrzywiła się. Szczerze mówiąc na chwilę zapomniała o istnieniu nowej koleżanki. Do prawdy nie wiedziała, za co ciemnowłosy tak lubił blondynkę. Była opcja, że to z powodu jej stanu majątkowego, ale on nie był taki. Dla chłopaka liczył się charakter, a nie to, czy dana osoba pochodziła z bogatej rodziny. Więc jakim cudem ktoś taki jest dla niego tak ważny? Na to pytanie Hitomi nie mogła znaleźć odpowiedzi.

Z rozmyślań wyrwało ją machanie ręki. Tym razem jednak nie było ono skierowane do niej. Sean zauważając Susan chciał zwrócić jakoś jej uwagę, a gdy osiągnął cel zaprosił niebieskooką na miejsce obok siebie. Reakcja była natychmiastowa i blondynka szybko przysiadła się do przyjaciela.

Niebiesko-szarooka mimowolnie spojrzała na „koleżankę”, tym samym zauważając siedzącego niedaleko chłopaka, z niewielką raną w okolicach ramienia. Dziewczyna jednak nie przejęła się tym i postanowiła, że wróci do prawidłowej pozycji, wymaganej podczas jazdy. Po wykonaniu tej czynności wzięła telefon w ręce, lecz zamiast go włączyć odwróciła go tak, aby mogła spojrzeć na jego etui. Nie było ono jakieś szczególne, ale wyróżniało się od innych. Tło przedstawiało nocne niebo, co było spowodowane tym, iż Hitomi bardzo lubiła spacerować wieczorem i patrzeć w gwiazdy. Resztę natomiast tworzyły białe, odręczne napisy jej przyjaciół. Wśród nich znajdował się ten, który przykuwał największą uwagę dziewczyny. Stworzony przez Seana, drobnymi literami, w rogu, brzmiący: „Przyjaźń jest jak nocne niebo, a miłe chwile niczym gwiazdy. Im jest ich więcej, tym staje się piękniejsze”.

Ciemnowłosa siedziała tak jeszcze chwilę, delikatnie gładząc etui kciukiem. Po jakimś czasie Carmen zorientowała się, co robi jej przyjaciółka i wykazując zainteresowanie spytała spokojnie:

- Nadal je masz?

Nastolatka skinęła głową.

- Ile to już będzie? 8 lat? No wiesz… odkąd się przyjaźnimy- odparła z lekkim uśmiechem brązowooka.

- Tak. I pomyśleć, że to minęło tak szybko- westchnęła w momencie, w którym krótkowłosa położyła jej głowę na ramię.- Chciałabym, żeby nasza przyjaźń trwała wiecznie.

- O czym ty mówisz, Hitomiś?- zapytała zaskoczona.- Przecież tak będzie.

- Masz rację- zaśmiała się, odkładając telefon na bok.

- Jakoś się pochmurnie zrobiło…- stwierdził Sean, opierając się o siedzenie przed sobą.

- Od kiedy ty tego słuchasz, co?- warknęła długowłosa, spoglądając w górę, by lepiej widzieć twarz przyjaciela.

- Hmm… Od samego początku- odparł zadowolony, dając dziewczynie pstryczka w czoło.

 

Reszta drogi do wyznaczonego miejsca minęła bardzo szybko. Pełna energii Carmen zasnęła po jakiejś godzinie jazdy, pozostali przyjaciele próbowali grać na kartce w bitwę morską, co utrudniało im ciągłe podskakiwanie autobusu. Kiedy nadszedł czas wysiadki, towarzysze z wielkim trudem obudzili brązowooką, aby móc dołączyć do grupy.

Pierwszą atrakcją było oceanarium. Klasy, ku zdziwieniu uczniów, nie miały przewodnika, a mogły poruszać się po całym piętrze, na którym obecnie się znajdowali. Jedynym warunkiem było stawienie się o określonej przez opiekunów godzinie na miejscu zbiórki.

Czwórka bohaterów przez cały czas trzymała się razem. Właściwie nie wiedzieli, czy robią to, żeby mieć pewność, że z resztą na pewno wszystko w porządku, czy żeby w razie spóźnienia tylko dana osoba nie miała przechlapane.

- To piętro jest duże- stwierdził Sean.- Proponuję podzielić się na dwie grupy, a później ewentualnie opowiedzieć co się widziało.

- W takim razie mogę iść z Carmen. Chętnie bliżej ją poznam- powiedziała z uśmiechem blondynka, na co brązowooka przytuliła ją.

- Dobrze, więc ja idę z Hitomi. Tylko nie oddalajcie się za bardzo- nakazał, a chwilę później obie towarzyszki ruszyły w kierunku większych zwierząt morskich.

Niebiesko-szarooka nie wiedziała o co może chodzić nowej koleżance. Przecież jeszcze wczoraj groziła jej, że jeśli nie odczepi się od Seana to gorzko tego pożałuje, a teraz sama zostawia z nim brunetkę. Mimo tego jedno było pewne: Susan coś knuje.

Dziewczyna oparła się o akwarium, by chwilę później przypomnieć sobie o zakazie dotykania szyb. W tamtym momencie odskoczyła jak poparzona, a następnie spojrzała na przyjaciela.

Chłopak nachylał się, obserwując soczyście fioletową rybę. Oprócz tego ręce ułożone miał po obu stronach głowy, tuż obok uszu i płynnie ruszał palcami. Wyglądało to zabawnie tym bardziej, że dane stworzenie z zainteresowaniem spoglądało na zielonookiego.

- Sean, co ty robisz?- spytała zażenowana Hitomi.

- Co?- zdezorientowany chłopak zwrócił uwagę na brunetkę.- To magikarp- odpowiedział dumnie, powtarzając daną czynność, a chwilę później oboje wybuchnęli śmiechem.

 

W tym samym czasie dwie pozostałe osoby przemierzały dział z największymi zwierzętami w całym oceanarium. Carmen, która bywała strachajłą obecnie podziwiała z fascynacją zwierzęta, które mogłyby zrobić jej ogromną krzywdę. Jednak jej ekscytacja sięgnęła zenitu dopiero, kiedy ujrzała największy z okazów. Susan dla odmiany czuła w głębi duszy lekki niepokój, przez co musiała ona co jakiś czas brać głęboki oddech, aby się uspokoić.

-Carmen, jeśli mogę Cię o coś spytać to… Co sądzisz o Hitomi?- zagadnęła długowłosa.

Brązowooka spojrzała na nią zdziwiona, ale postanowiła odpowiedzieć za pytanie.

- Hitomiś jest dla mnie jak siostra. Przyjaźnimy się od wielu lat. Nawet nie wiesz, ile w życiu przeszła, współczuję jej. Od pewnego czasu zmieniła się, kiedyś była energiczna i często się uśmiechała, teraz jednak stała się zamknięta w sobie, a poznawanie nowych ludzi sprawia jej trudność…- stwierdziła, spuszczając głowę.- Nie żeby mi to przeszkadzało! Oczywiście chciałabym żeby zawsze była szczęśliwa i mogła znowu cieszyć się życiem, ale niezależnie od tego jaka będzie i tak na zawsze pozostanie moją przyjaciółką- powiedziała z uśmiechem, chcąc jakoś poprawić atmosferę.

- A Sean? Jak dobrze się dogadują?

- Cóż… Dołączył do naszej paczki około czterech  lat temu. Od tego momentu spędzamy ze sobą dużo czasu: często rozrabiamy i wpadamy w kłopoty. Niestety nie wie jaka Hitomiś była kiedyś, ale jestem pewna, że gdyby znał ją dłużej starałby się jakoś pomóc. Jest naprawdę dobrym przyjacielem. A właśnie… czemu o to pytasz?

- Naprawdę nie wiem, jak Ci to powiedzieć. Hitomi wydaje się być fajną osobą, ale po tym co się stało wczoraj… zaczęłam się jej bać. Możesz mi nie wierzyć, ale po lekcjach groziła mi, że jeśli się od was nie odczepię to pożałuję- odparła ściszonym głosem, chcąc wzbudzić współczucie towarzyszki.- Wiem też nieco o jej sytuacji rodzinnej. Wtedy powiedziała, że jeśli powiem komukolwiek o tym, co dzieje się u niej w domu, to lepiej nawet nie mówić, co się stanie. Rzecz w tym, że jej rodzina to…

- Oszuści- rzekła brązowooka.

Susan bardzo zdziwiła się słysząc, co powiedziała Carmen. Czyżby to, co miała za chwilę wymyślić w rzeczywistości było prawdą? Szczerze mówiąc znacznie ułatwiłoby to dziewczynie pracę. W obecnej chwili postanowiła jednak nie zdradzać swoich zamiarów. Musiała jeszcze trochę poczekać.

Z rytmu całkowicie wybił ją gest krótkowłosej. Otóż podniosła ona rękę i wskazała na wiszącą za niebieskooką tablicę ze spisem gatunków niebezpiecznych zwierząt morskich.

- Przecież on wcale nie wygląda jak tygrys!- krzyknęła, zwracając na siebie uwagę innych zwiedzających. Dziewczynie chodziło bowiem o tak zwanego „rekina tygrysiego”, który oczywiście miał wygląd typowy dla swojego gatunku.- A wracając, co mówiłaś?

- Mówiłam, że…

- O kurde, zobacz która godzina! Do zbiórki zostało 10 minut, a my musimy jeszcze znaleźć Hitomiś i Seana. Chodź!-stwierdziła, łapiąc zdezorientowaną Susan za rękę i ciągnąc w kierunku, w którym ostatnio widziały przyjaciół.

 

Dwójka bohaterów stała już od jakichś 5 minut w miejscu ustalonym przez opiekunów, a w rękach trzymali pamiątki, zakupione w sklepiku. Dziewczyna pieniądze wydała na pluszową fokę, w marynarskim stroju. Zielonooki natomiast miał małą, papierową torebkę, w której znajdowało się kilka magnesów oraz pocztówek.

Carmen, widząc swoich przyjaciół co sił w nogach ruszyła do nich, a następnie zamknęła ich w ciepłym uścisku. Inaczej było z Susan, która po męczącym biegu złapała się barierki przy schodach, z trudem łapiąc oddech.

 

Uczniowie, wraz z opiekunami opuścili pierwszy punkt wycieczki po określonej godzinie. Powód tego był prosty. Jedna z uczennic uparła się, iż nie miała wystarczająco dużo czasu na zakupienie pamiątek. Po jakiś dziesięciu minutach nauczyciel postanowił więc odpuścić i wyznaczył nowy czas zbiórki.


Przejdź do góry