Wyszukiwarka

Wyszukiwarka

Rozdział_IV

Chapter 4.

 Podróż w kierunku hotelu dłużyła się niesamowicie. Mijały godziny, a na dworze zdążyło już się ściemnić. W całym autobusie panowała nieprzyjemna atmosfera. Każdy był już zmęczony długą jazdą i znudzony brakiem jakiegokolwiek zajęcia. Po jakimś czasie pojazd zatrzymał się.

W pierwszej chwili podopieczni myśleli, że chodzi o przystanek, bo z żadnej strony nie było widać miejsca, w którym mieli nocować. Dodatkowo w tym przekonaniu utwierdzała ich stacja benzynowa, połączona z czymś podobnym do pizzerii. Szybko jednak zorientowali się, że coś jest nie tak. Stali bowiem po drugiej stronie ulicy, tuż przy sporej wielkości lesie, a zegar wskazywał 20:30- półtorej godziny po wyznaczonym czasie obiadokolacji.

Nie minął moment, żeby wszyscy uczniowie zaczęli zdawać nauczycielom pytania. Klasycznie słychać było takie jak „Dlaczego stoimy?”, czy też „Coś się stało?”. Była to naturalna reakcja obu klas. Ponadto młodzież do nich należąca miała bardzo podobne zachowanie, dlatego nauczyciele stwierdzili, że to właśnie one będą jeździć razem na wycieczki.

- Proszę o uwagę!- odparł wychowawca 7b, stając na środku autobusu.- Wygląda na to, że mamy problem z pojazdem. Wszyscy są proszeni o opuszczenie autokaru i ostrożne skierowanie się na drugą stronę pod opieką pani Evans.

Chwilę później klasy posłusznie udały się do wyznaczonego miejsca wraz z dobrze znaną pielęgniarką.

Budynek, znajdujący się obok stacji był całkiem małych rozmiarów. Z zewnątrz okrywała go czerwona cegła, a na górze dało się zobaczyć niski, jednospadowy dach. Drzwi wejściowe miały metalową ościeżnicę, a one same wykonane zostały z grubego szkła. Na ścianach umieszczone było kilka pojedynczych, ale za to dużych okien. Całą budowlę otaczała spora ilość drewnianych stolików, przyozdobionych ogromnymi parasolami w zielone i białe paski.

Wnętrze natomiast pokrywały zarówno ciemne, jak i jasne kolory. Ściany miały barwę miętowej zieleni, a podłogę stanowiły szare, nowiutkie płytki. Po obu stronach od wejścia ustawione były czarne kanapy i towarzyszące im niewielkie, dębowe stoły. Na wprost widniała obszerna lada, wykonana najpewniej z orzechowego drewna, a przy niej siedziska z granatowymi poduszkami. Całość dopełniały białe wazony, wyposażone w jasnoniebieskie róże i wiszący w rogu telewizor, którego dźwięk był podłączony do głośników wiszących na zewnątrz.

Większość uczniów, mimo przyjaznego wystroju zdecydowała się jednak zająć miejsce na dworze, a kiedy każda osoba znalazła wolne krzesło rozpoczęło się to, co młodzież lubiła najbardziej: wymyślanie „teorii spiskowych”.

- Może po prostu zepsuł się silnik w autokarze?- zapytała Susan, po czym oparła głowę o rękę spoczywającą na stoliku.

- Równie dobrze kierowca mógł kogoś potrącić, co tłumaczy dlaczego mieliśmy iść z panią Evans. W końcu to też psycholog, a świadomość, że ktoś zmarł przez naszą wycieczkę nie byłaby dla nas dobra- odparła ze skupieniem krótkowłosa.

- Wybacz Carmen, ale to mało prawdopodobne. Gdyby rzeczywiście tak było już dawno przyjechałoby pogotowie, policja… Chyba sama wiesz o co chodzi. Poza tym i tak wasze opcje nie są możliwe, ze względu na to, że prawdziwy powód jest już znany - rzekł spokojnie chłopak, a jego towarzyszki spojrzały na niego z zaciekawieniem.- Nie będę musiał raczej długo tłumaczyć, bo chyba każda z was słyszała o Slendermanie. Tym potworze, który zamieszkuje lasy i pod osłoną mgły poluje na dzieci już od długiego czasu. Krążą plotki, że czasem przerywa nagrania na żywo, chociaż nie jest to w zupełności potwierdzone. Myślę, że tym razem to jego sprawka. Dlaczego? Otóż czemu nie miałby przerywać niewinnej wycieczki szkolnej, której uczestnikami są zupełnie nieświadome dzieci?

- Ty tak na poważnie?- zakpiła niebieskooka, prostując się i zakładając nogę na nogę.

- Może zmienisz zdanie, jak to zobaczysz.- A mówiąc to wskazał na wiszącą na drzewie kartkę z rysunkiem.

- Sean… Przecież to tylko jakieś ogłoszenie- westchnęła Hitomi.- Coś takiego wcale nie dowo…

W tamtym momencie wszyscy zwrócili uwagę na głośniki. Wiadomości przekazywane na żywo zaczęły mieć zakłócenia, a jedyne dźwięki jakie można było usłyszeć stanowiły uporczywe trzaski. Pewnie nie wzbudziłoby to takiej sensacji wśród uczniów, gdyby nie to, iż właśnie miała być przedstawiana sytuacja z pożaru niedaleko obozu harcerskiego, który, jak się można domyślić, odbywał się w lesie. Cała sytuacja trwała chwilę, ale zaraz po tym wszystko wróciło do normy.

- Jak ty to zrobiłeś?- zapytała niebiesko-szarooka, spoglądając na chłopaka.

Ciemnowłosy siedział w bezruchu. Jego źrenice były wyraźnie powiększone, a szczęka niebezpiecznie drgała. Skóra przypominała natomiast bardziej białą ścianę, a jej dotychczasowy kolor znacznie różnił się od obecnego. Oprócz tego na czole zauważalne były pojedyncze kropelki potu. Po tych objawach dało się stwierdzić jedno: bał się.

Żadna z dziewczyn nigdy wcześniej nie widziała przyjaciela w takim stanie. Bardzo chciały mu pomóc, ale nie wiedziały jak. Prawdą było, że chłopak już wcześniej miewał ataki paniki, jednak w tamtych momentach miały pojęcie co robić, były na to przygotowane. A teraz? Musiały improwizować.

Hitomi ostrożnie podniosła rękę ze stołu i zaczęła przybliżać ją do chłopaka. W pewnym momencie, tak samo jak reszta spięła się, słysząc głos zielonookiego.

- To nie byłem ja…- wydusił z wielką trudnością.- No cóż. Przynajmniej moja teoria się sprawdziła- dodał jednak po chwili, tym razem z szerokim uśmiechem na twarzy.

- Szybko Ci przeszło- oznajmiła ciemnowłosa.- Ale muszę Cię rozczarować: nic się nie sprawdziło. Po prostu zabrakło paliwa w autokarze.

- Serio, Hitomi? Tylko tyle? Skąd niby taki pomysł?- zakpił Sean.

- Chociażby stąd, że właśnie go tankują?- powiedziała, wskazując na opiekunów i kierowce, niosących ogromne butle pełne paliwa.

- Mój pomysł i tak był lepszy...- mruknął ze spuszczoną głową, kiedy nauczyciele nakazali wrócić do pojazdu.

 Po około 40 minutach jazdy, wreszcie dotarli do hotelu.

Był to sporej wielkości budynek, otoczony różnego rodzaju kwiatami. Połowę ścian parteru ozdabiały kamienie, reszta zaś miała jasnożółty kolor. Patrząc z dołu można było zobaczyć wystający z dwuspadowego dachu ceglany komin, o barwie błękitu pruskiego. Obok budowli znajdował się także drewniany taras ze stolikiem dla gości, otoczony kolorowymi roślinami.

Wnętrze było dość ciekawie urządzone. Recepcja oraz znajdująca się przy niej ściana były z drewna czereśni, a na pozostałe została nałożona biała farba. Podłoga była wyłożona natomiast szarymi kafelkami z połyskiem. Po lewej znajdowała się bordowa kanapa oraz dwa stojące przy niej fotele, a po prawej sala recepcyjna i krótkie schody prowadzące do wynajmowanych pokojów. Naprzeciwko głównego wejścia umiejscowiona została jadalnia, której ogrodzenie stanowiła wielka szyba i drzwi wykonane z tego samego materiału.

 Kiedy tylko uczniowie wysiedli z autobusu ruszyli do nauczycieli, którzy dawali klucze do określonych wcześniej pomieszczeń. Niestety, jak się okazało Sean dostał te znajdujące się na drugim piętrze, w przeciwieństwie do dziewczyn, którym przypadł pokój na prawie samym końcu parteru.

Chłopak, chcąc spędzić jak najwięcej czasu ze swoimi przyjaciółkami poprosił kolegów  o zaniesienie jego rzeczy. Po jakimś czasie, kiedy tylko odprowadził towarzyszki kroki skierował w stronę schodów. Nie minęła jednak minuta, żeby po całym korytarzu rozniósł się dobrze znany zielonookiemu krzyk, a on sam czym prędzej pognał w stronę jego źródła.

- Co tu się dzieję?!- zapytał, ale przekraczając próg pokoju od razu wiedział, o co chodzi.

Hitomi bowiem stała na łóżku, uzbrojona w kij od miotły, który najpewniej znalazła w kącie łazienki, a przyczyną jej zachowania był wielki pająk, siedzący obok okna. Carmen przytulała brunetkę, chcąc dodać jej otuchy w tym jakże trudnym zadaniu. Po rozejrzeniu się można było dostrzec również skuloną obok szafy Susan, która jak widać nawet nie chciała patrzeć na tego „potwora”.

- Naprawdę?…- westchnął zielonooki, chwilę później odbierając broń przyjaciółce i jednym, sprawnym ruchem wyprowadzając nieproszonego gościa za okno.- Nie dziękujcie- odparł, prawie rzucając miotłą w ścianę.

- I nie będziemy- stwierdziła ciemnowłosa, na co Sean mocno się zdziwił.- Jeśli myślałeś, że tak bardzo przestraszyłyśmy się pająka to spójrz lepiej na to- nakazała, ręką wskazując łóżko.

Na meblu rozłożona była pościel. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że widniały na niej plany, a w niektórych miejscach nawet pleśń. Dodatkowo półki, ledwo trzymające się na ścianach w znacznym stopniu pokrywał kurz. Nie licząc tego, kiedy weszło się do łazienki, połączonej z pokojem w oczy rzucały się zepsute drzwiczki prysznica, a także te od szafek.

- Szczere wyrazy współczucia- rzekł jakby od niechcenia, kładąc dziewczynie rękę na ramieniu.

 Chwilę później drzwi pokoju otworzyły się, a do pomieszczenia weszła wychowawczyni, w ręku trzymając kilka kartek i długopis.

- Jak tam wasz pokój, dziewczynki?- zapytała, podnosząc głowę znad, jak widać listy.  Dopiero po chwili zauważyła ona ciemnowłosego, ale była już przyzwyczajona do tego, iż chłopak prawie cały czas spędza z dziewczynami. Postanowiła więc nie zwracać uwagi na jego obecność i wrócić do swojego zajęcia.

Po krótkim czasie każda znaleziona wada została zgłoszona. Podczas sprawdzania warunków, panujących w pomieszczeniu znalazło się też kilka innych, takich jak na przykład dziura w ścianie, umiejętnie zasłonięta obrazem, czy też resztki jakichś krakersów pod dywanem.

Nauczycielka miała już wychodzić, kiedy w ostatniej chwili została zatrzymana przez chłopaka.

- Proszę pani, czy podobne problemy zgłaszali też uczniowie z innych pokoi?

- Niestety tak, ale z tego co mi wiadomo gorzej jest z każdym piętrem. Lepiej idź zobaczyć jak jest u ciebie- powiedziała, opuszczając pomieszczenie, a tuż po niej to samo uczynił też Sean.

 Minęło około półgodziny, żeby opiekunowie ogłosili zbiórkę na spóźnioną obiadokolację. Uczniowie sami nie wiedzieli co o tym myśleć. Patrząc na to, co miało miejsce w pokojach z każdą chwilą pokładali w tym posiłku coraz większe nadzieje, tym samym pocieszając się, że gorzej już być nie może. Ale tu się mylili.

Jako pierwszy posiłek podano zupę, chociaż nikt szczerze nie wiedział jaką. Była ona mdła, bez smaku i bardziej przypominała wodę, niż jakiekolwiek jedzenie. Drugim daniem był zestaw obiadowy składający się z kotleta, ziemniaków i surówki. O ile to ostatnie dało się jakoś przełknąć, nie można było powiedzieć tego o reszcie. Ziemniaki były jeszcze twarde i, o dziwo słodkie, a kotlet surowy w środku. W związku z tym obiadokolacja, jeśli można to tak nazwać trwała niecałe 15 minut, a po powrocie wszyscy podopieczni położyli się spać, żeby nie męczyć się zbyt długo z bólem brzucha.

 

„Następnego dnia trójkę bohaterek obudziło pukanie do drzwi pokoju. Jak się okazało była to nauczycielka, która ogłaszała pobudkę. Jako jedyna wyspana była Hitomi, przyzwyczajona już do wczesnego wstawiania i spania po około pięć godzin na dobę.

Dziewczyny już po dosłownie chwili napotkały pierwszy problem.

- Więc… Która z nas idzie pierwsza do łazienki?- zapytała Carmen.

- Hmm… Jeśli nie macie nic przeciwko mogę iść ostatnia- stwierdziła niebieskooka, wesoło się uśmiechając.

- W takim razie Carmen idzie pierwsza- odparła ciemnowłosa, kładąc się z powrotem do łóżka.

Z początku zdezorientowana brązowooka, szybko ruszyła w stronę toalety. Obecnie miała na sobie różową piżamę z falbankami, ozdobioną również białymi kropkami. Koszula, zapinana na guziki miała długi rękaw, a spodnie sięgały jej do kostek.

 W czasie nieobecności krótkowłosej żadna z pozostałych dziewczyn nie odezwała się ani słowem. Zamiast tego Hitomi przeglądała coś na telefonie, okryta kołdrą. Z Susan było podobnie, jednak blondynka siedziała na łóżku, jednocześnie pochylając się nad walizką i wyjmując z niej potrzebne na dzisiaj rzeczy.

 Od czasu pobudki minęło mniej więcej półgodziny, a każda z dziewczyn zdążyła się już uszykować i spakować na dzisiejszą wyprawę w góry. Jak można się było spodziewać: uczniowie nie byli zbyt zadowoleni. I nie chodziło tutaj o długie i męczące chodzenie po górach, ale o zbyt krótki czas jechania autobusem, czyli coś co obie klasy lubiły najbardziej.

Mimo wszystko Hitomi miała spore obawy co do dzisiejszej atrakcji. Było tak ze względu na to, że podczas lekcji wychowania fizycznego nabawiła się urazu stawu skokowego. Co prawda miało to miejsce już kilka miesięcy temu, ale nadal od czasu do czasu ból dawał o sobie znać. Z tego powodu dziewczyna spakowała ze sobą opaskę elastyczną, zapinaną na rzepy oraz tak zwaną „skarpetkę”.

 Siedząc już w autobusie Carmen zwróciła na siebie uwagę przyjaciółki.

- Jesteś pewna, że dasz sobie radę?- zapytała z przejęciem.

- Tak, nie musisz się martwić- pocieszyła ją niebiesko-szarooka, chociaż wypowiadając te słowa sama wątpiła w ich prawdziwość.

- W razie czego powiesz mi jeśli coś byłoby nie tak?

- Oczywiście, mamo- zakpiła Hitomi, teatralnie przewracając oczami.

- A mi?- zagadnął Sean, ponownie opierając się o siedzenie przed sobą.

- Nad tym się zastanowię- stwierdziła, pół w żarcie, pół serio.

- Ranisz- zapłakał zielonooki, chwilę później żartując sobie na różne tematy.

- Nie do wiary, jaki on jest zmienny- zaśmiała się w myślach ciemnowłosa.

 Nie minęła nawet godzina, żeby młodzież, wraz z opiekunami dotarła na wyznaczone miejsce wspinaczkowe. Tym razem nauczyciele zadbali o to, aby klasy miały przewodnika. Chociaż wszyscy podopieczni podchodzili do tego sceptycznie, a oprowadzacz zanudzał swoim sposobem opowiadania, wystarczyło kilka minut, żeby uczniom spodobała się tego dniowa atrakcja. Za sprawą tego stały głównie piękne krajobrazy, którym co chwilę ktoś robił zdjęcia.

Dla niebiesko-szarookiej nie było tak kolorowo. Ból doskwierał jej wyjątkowo, ale nie chciała martwić tym przyjaciół. Za wszelką cenę starała się ukryć swoją dolegliwość, co nie szło jej zbyt dobrze. Jednym razem miała spory problem ze wstaniem, mimo założonego na nogę „stabilizatora”, innym prawie się przewróciła. Na całe szczęście od upadku ocalił ją nie kto inny, jak Sean, który w odpowiednim momencie złapał dziewczynę.

Dotarłszy nad jezioro, które było celem wspinaczki, Hitomi ledwo mogła chodzić, ba samo lekkie ruszenie nogą sprawiało jej ogromny ból.

 - Uwaga! Teraz macie trochę wolnego. Jeśli chcecie możecie pochodzić brzegiem jeziora, tylko nie za blisko, bo woda  już tam robi się głęboka. Nie wolno wam też stawać na kamienie odstające od granicy, ponieważ możecie się poślizgnąć.

Po wysłuchaniu nauczyciela wszyscy rozeszli się. Znaczna grupa uczniów siedziała na oddalonej od jeziora ławce. Inni wesoło rozmawiali spacerując, a Ci, którym wyjątkowo się nudziło rozpoczęli grę w butelkę. Największą uwagę przykuwała jednak Carmen.

Brunetka stała, zapatrzona gdzieś w dal. Delikatny wiatr rozwiewał jej włosy, ale dziewczynie to nie przeszkadzało. Co więcej, wyglądała tak, jakby nic nie było wstanie jej rozproszyć, a żaden nawet najgłośniejszy krzyk nie był w stanie odwrócić uwagi od obecnego zajęcia. Okazało się to nieprawdą, ponieważ już za chwilę z transu wybudził ją znajomy głos.

- Carmen!- krzyknęła ciemnowłosa, ale już po chwili upadła na ziemię, łapiąc się za nogę i zwijając z bólu.

Brązowooka widząc to chciała jak najszybciej dostać się do przyjaciółki. Niestety normalna droga, wyznaczona przez nauczycieli, zajęłaby trochę czasu. Było natomiast jeszcze jedno wyjście: o wiele bardziej niebezpieczne, ale zapewniające szybsze dostanie się w wyznaczone miejsce. I je też wybrała.

- Nie! Carmen, poczekaj!- nakazała niebiesko-szarooka, ale na próżno.

To była chwila. Dosłownie kilka sekund, w ciągu których  krótkowłosa poślizgnęła się o odstający kamień i wskutek upadku wpadła do wody, o czym nauczyciele zostali powiadomieni natychmiastowo.

Hitomi skuliła się i zaczęła głośno płakać. Kiedy zamknęła na chwilę oczy ujrzała cmentarz. Wszyscy zebrani tam ludzie nosili czarne, odświętne stroje. Wśród nich stała ona sama, która ubrana w skromną sukienkę przytulała się do mamy. Deszcz towarzyszący całej scenie był tak samo intensywny, jak łzy, które obecnie spływały po policzkach ciemnowłosej. Ale mimo brzydkiej pogody nie mokły. Zamiast tego schowane były pod parasolem, trzymanym przez dobrze znanego im mężczyznę.

Otworzyła mokre od płaczu oczy i spojrzała w stronę akcji ratunkowej. W głębi serca nadal miała nadzieję, że jej przyjaciółka wyjdzie z tego cała i zdrowa. Z tego powodu szybko odwróciła wzrok od leżącej na ziemi przyjaciółki, jednak kiedy usłyszała kroki wstała i pełna odwagi spojrzała na osobę z pogotowia.

- Nie żyje- powiedział z powagą ratownik.”

 Hitomi podniosła się do siadu, oddychając przy tym ciężko. Płakała. Płakała tak bardzo, że łzy, początkowo znajdujące się na jej twarzy zaczęły ściekać na ciepłą pościel. Minął moment, żeby pełna strachu spojrzała na łóżko obok.

Opatulona kołdrą Carmen spała, przytulając poduszkę. Wszystko było z nią w porządku, co więcej na pewno miała miły sen, ponieważ nieświadomie uśmiechała się i mamrotała coś pod nosem.

- Dziękuję…- odparła w myślach, następnie przyciągając kolana do siebie i tym razem szeptem powtarzała to jedno słowo przez co najmniej kilka minut. Po tym czasie zmęczona płaczem opadła na poduszkę i ponownie zasnęła.

 Po kilku godzinach obudziło ją pukanie do drzwi. W ich progu stanęła nauczycielka, oświadczając, że już czas wstawać. Niebiesko-szarooka mimo jedynie kilku przespanych godzin była wyjątkowo wypoczęta.

- Więc… Która z nas pierwsza idzie do łazienki?- zagadnęła krótkowłosa.

- Hmm… Jeśli nie macie nic przeciwko ja mogę iść ostatnia- powiedziała z uśmiechem Susan.

-Dlaczego Przecież…- Hitomi zamurowało. To nie może być prawda, ale co jeśli nią jest? Co jeśli wszystko to, co stało się we śnie… stanie się naprawdę? Brunetka nie wiedziała jak to jest możliwe, jedno było natomiast pewne: ten sen nie może się ziścić.

Długowłosa od razu zaczęła obmyślać plan. Pierwsza wersja była taka, żeby nie spuszczać z oka przyjaciółki. Szybko jednak porzuciła ten pomysł, gdyż Carmen i tak, prędzej czy później oddali się, a wtedy nie wiadomo jak to wszystko się potoczy. I tu właśnie pojawiał się problem, dotyczący każdej kolejnej myśli. A mianowicie przyszłość. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta. Każda, nawet mała zmiana będzie miała wpływ na późniejsze wydarzenia, w efekcie czego wcale nie musi być lepiej.

Niebiesko-szarooka i w tym przypadku potrzebowała pomocy. Męczyło ją to, że cały czas musiała na kimś polegać, ale teraz sytuacja była poważna. Musiała zapytać kogoś o radę. Nie mogła być to jednak osoba, która będzie miała bezpośredni wpływ na całą sytuację. W tym przypadku Carmen odpadała. W końcu to ją mogło spotkać nieszczęście. Drugą osobą, o której dziewczyna pomyślała był Sean. Ale jego nie chciała prosić. Chłopak od zawsze był wyczulony na takie sprawy i mogłaby się ostro rozczarować. Załamało to brunetkę, ponieważ nie znała nikogo innego, kto obecnie byłby w stanie pomóc. I wtedy ją olśniło.

- Em… Susan? Mogę o coś spytać?- zagadnęła, na co wspomniana blondynka ze zdziwieniem podniosła wzrok.

- Czego chcesz?- odparła obojętnie, przewracając oczami.

- Potrzebuję rady- westchnęła. Nigdy nie myślała, że kiedykolwiek poprosi tą osobę o pomoc. Rzadko zdarza się, żeby ktoś chciał zwierzać się swojemu wrogowi.

- Co? To jakiś żart prawda? TY potrzebujesz rady ode MNIE?- zakpiła, ale widząc powagę na twarzy Hitomi zamilkła.- Eh… O co chodzi?- dodała po chwili.

- Otóż… potrzebuję twojego zdania…- mruknęła, a niebieskooka spojrzała na nią z lekkim zainteresowaniem.- Tak czysto teoretycznie. Powiedzmy, że miałaś sen, w którym umarła ważna dla Ciebie osoba. Po obudzeniu się wszystko toczy się tak jak w tym śnie, a ty oczywiście chcesz temu zapobiec. Co w takiej sytuacji robisz?

- Hm… Myślę, że nic. Życie jest przewrotne, niektórych wydarzeń nie da się uniknąć, a przyszłość zależy tylko i wyłącznie od tego, co przyniesie los. No ewentualnie dokonuje innego wyboru zaraz przed śmiercią tej osoby, a jeśli będzie on właściwy wszystko będzie dobrze.

- To może się udać…- pomyślała ciemnowłosa.- Dziękuję Ci, Susan- odparła, na co wspomniana towarzyszka jedynie prychnęła.

 Czas mijał, a wszystko szło zgodnie z planem. Hitomi robiła dokładnie to, co wcześniej: w tym samym momencie założyła swój „stabilizator”, mówiła te same rzeczy co poprzednio, a nawet potykała się w określonych miejscach. Musiała idealnie odwzorować to, co działo się we śnie.

 Po kilku godzinach nadeszła chwila, której niebiesko-szarooka obawiała się najbardziej. Serce waliło jej niemiłosiernie, ponieważ obecnie to od niej zależał los Carmen. W związku z tym wzięła kilka głębokich oddechów, po czym spojrzała na przyjaciółkę.

Brązowooka stała, tak jak wcześniej patrząc gdzieś w dal. Miała na sobie pistacjową sukienkę; to bez wątpienia był jej ulubiony kolor. Oprócz tego ubrała jasne, skromne buciki i kremowy sweter. Włosy ozdabiała jej opaska z białym motylem, pokrytym małymi kryształkami. Całość dopełniał również pasek, w równie delikatnym kolorze, a świecące na nią słońce dodawało delikatności tej oto scenie.

Niebiesko-szarooka powoli podchodziła do przyjaciółki. Jej serce wypełniała nadzieja, że tym razem wszystko będzie dobrze, że nie przewróci się i następnego dnia razem wrócą do domu.

-Żeby tylko do niej dojść- pomyślała, ostrożnie stawiając kroki. Nie udało się. Wystarczyła chwila, żeby ból ponownie zaatakował, wskutek czego upadła na ziemię.- Dam radę…- dodała, podnosząc się, jednak z marnym skutkiem.

- O mój… Hitomi, co Ci się stało?- zapytała z przejęciem przewodnicząca klasy, a tuż po niej zaczęli podchodzić inni uczniowie.

Carmen, słysząc hałas odwróciła się, a kiedy tylko zrozumiała, co się dzieję zaczęła ponownie biec tą samą trasą.

Ciemnowłosa obserwowała poczynania brązowookiej przez krótką chwilę, a dokładniej przez moment, w którym sparaliżował ją strach. Ocknąwszy się zrobiła coś, czego nie przemyślała. Wstała, tak po prostu wstała i pędem ruszyła w stronę przyjaciółki. Tam, gdzie groziło im niebezpieczeństwo. Prawdą było, że nie miała sił i ledwo mogła chodzić, ale motywacja wygrała, bo już chwilę później dotarła, przytulając krótkowłosą jak najmocniej mogła.

- Hitomiś… Dusisz mnie- zaśmiała się Carmen, uśmiechając wesoło do niebiesko-szarookiej. Ona natomiast luzując uścisk upadła na kolana, a brązowooka uklękła obok niej.- Mocno Cię boli, prawda?

Ciemnowłosa skinęła głową.

- Możesz wstać?

- Nie- mruknęła, wbijając wzrok w ziemię.

- Jeśli chcesz to ja z chęcią pomogę.- Obie dziewczyny spojrzały na blondynkę. Susan stała obok nich, po chwili pochylając się lekko i wyciągając dłoń w stronę Hitomi. Kiedy jednak brunetka odwzajemniła gest, niebieskooka wyminęła jej rękę, łapiąc dziewczynę za koszulę, po chwili unosząc brunetkę do góry.

- Czy Ciebie już do reszty pogrzało?! Naprawdę jesteś taka głupia, czy tylko udajesz?! Jeśli tak bardzo chcesz umrzeć to nic Cię nie powstrzymuje! Posłuchaj ja rozumiem, że chciałaś ratować Carmen, ale mogłybyście obie się utopić! Czy chociaż przez chwilę pomyślałaś, jak czuła by się twoja mama?! A twoja siostra, którą tak często się opiekujesz?! Nic się dla Ciebie nie liczą, czy co?!- krzyczała dziewczyna. W jej wzroku było widać gniew, ale i pewnego rodzaju cierpienie.

- Susi, spokojnie- powiedziała brązowooka, widząc jak dookoła zbierają się uczniowie.

- Skąd wiesz, że zajmuję się siostrą?- zapytała z powagą.

Nie uzyskała jednak odpowiedzi, ponieważ blondynka puściła ją i odeszła w stronę nauczycieli.

Przez resztę dnia Susan nie odezwała się do nikogo ani słowem, chyba że była do tego zmuszona. Nawet konwersacja z Seanem szła jej opornie, a chłopak zaczął interesować się całą sytuacją. Nie wiedział nawet co się stało, gdyż wtedy był… Właściwie nikt nie wie gdzie poszedł w tamtym momencie, wliczając w to nauczycieli. Może wydać się to dziwne, ale w pewnej chwili chłopak po prostu zniknął.

 Nadszedł wieczór. Wszyscy uczniowie byli już zmęczeni długą wędrówką po górach. Nikogo nie zdziwiło więc to, iż podczas drugiej atrakcji myśli podopiecznych były skupione jedynie na tym, jak błogim uczuciem jest sen. Na szczęście obecnie uczestnicy wycieczki znajdowali się już w swoich pokojach i szykowali się do odpoczynku.

W pomieszczeniu, którego drzwi oznaczone zostały cyfrą 7, tak jak ostatnio Carmen jako pierwsza ruszyła w stronę łazienki. Dwie pozostałe dziewczyny miały te same pozycje co rano. Między nimi panowała nieprzyjemna atmosfera, a także narastająca cisza.

- Nie odpowiedziałaś mi na pytanie- przypomniała Hitomi.- W takim razie zapytam jeszcze raz: skąd wiesz, że opiekuje się siostrą?

- Zapewniam Cię, że wiem o wiele więcej. Na przykład to, że mieszkasz jedynie z mamą i młodszym rodzeństwem. Twój tata natomiast wyprowadził się lata temu, zostawiając swoją żonę samą z dziećmi. Jak widzisz jest wiele rzeczy, o których mnie poinformowano.

Brunetka zmarszczyła brwi. Nigdy nie lubiła zwierzać się ze swoich problemów. Nawet jej przyjaciele nie wiedzieli o wszystkim, a co dopiero mówić o wrogach. Dziewczyna przez chwilę zastanawiała się nad źródłem, z którego niebieskooka mogła czerpać wiadomości. Nikt z zaufanych osób z pewnością nie rozpowiedziałby takich faktów, więc nie mogąc wymyślić nic innego zapytała:

- Skąd wiesz o tym wszystkim?

- Niedługo pewnie sama się przekonasz- stwierdziła z nutką zarozumiałości.

- Niech Ci będzie- wycedziła ze zdenerwowaniem Hitomi.- Ale masz mi coś obiecać. Dopóki nie dowiem się o co dokładnie chodzi będziemy udawać, że nic się nie stało.

- W porządku. Tylko pamiętaj: do ustalonego czasu.

- Oczywiście- odpowiedziała ciemnowłosa, ściskając dłoń towarzyszki.


Przejdź do góry