Wyszukiwarka

Wyszukiwarka

II wojna światowa - wspomnienia

Aurelia

Był rok 1940. Jechaliśmy z całą rodziną wozem. Nagle wyłonił się patrol niemiecki. Zbladłam. Prawie trzęsłam się ze strachu. Nie można przecież przewozić świni, a my pod skrzynkami mieliśmy całego młodego prosiaka. Zatrzymali nas: was ist das? I rozejrzeli się, zaświecili latarką po twarzach. Ze strachu się spociłam, ale nie drążyli, puścili nas…… tym razem się udało. Mieliśmy co jeść.

Innym razem sąsiedzi krzyczeli głośno,: zabili ich!…. Byłam przerażona. Franek, mój brat, ciągle był w lesie. Walczył, sabotował. Serce mi zadrżało. Był rok 1944, tak długo trwała ta wojna. Wszyscy mieliśmy dosyć …. Okazało się, że to on i jego koledzy byli rozstrzelani pod Krasnosielcem. Nie mogliśmy tam jechać, nie mogliśmy ich nawet pochować. Postanowiłam jechać do Kocha. Wszyscy mnie ostrzegali, że on jest straszny, nie pomoże, nie pozwoli, trudno, spróbuję. Nazajutrz z samego rana udałam się do Suchego, stanęłam przed dworkiem i serce zaczęło mocniej bić, wpuścili mnie. Próbowałam mu wytłumaczyć, o co mi chodzi. Było trudno, bo nie znałam niemieckiego. W końcu mnie zrozumiał. Spojrzał z pogardą i roześmiał się, ale pozwolił pochować Franka w rodzinnym grobie. Uff……

Ryszard

Nie chcę o tym mówić, to było straszne, większość mojego rodzeństwa zginęło w obozach. To miejsca gdzie pozbywano się ludzi: mądrych, o określonych rysach, niewygodnych, a przede wszystkim Żydów. Moja rodzina miała kłopoty, bo mieliśmy nazwisko pochodzenia niemieckiego. Cały czas próbowano nas namówić na współpracę. W końcu niektórzy z mojej rodziny zmienili nazwisko z Langiewicz na Lankiewicz. Długo po wojnie część rodziny posługiwała się nazwiskiem Lankiewicz.

Mój brat Jan Michał Langiewicz mieszkał w Żyrardowie, trochę w Warszawie. Pewnej nocy, myślę około 1940, zapukali do jego drzwi Żydzi. Cała rodzina: dwoje dorosłych i dwoje dzieci. Poprosili o pomoc. Bał się. Rozstrzelają, wywiozą całą rodzinę, ale zgodził się. Mieszkali u niego całe dwa lata w piwnicy. Przeżyli. To się liczy. W tamtych czasach liczyło się, żeby przeżyć, przeczekać…..

Julia Andrychowska Paula Andrychowska kl. 5b

 

Mój dziadek nazywał się Zdzisław Godlewski. Przeżył on II wojnę światową. Oto jego historia.

Niemcy najechali na jego rodzinną wieś, widział swój dom w płomieniach. Przetrwały tylko dwa domy i kilka stodół. Od wschodu docierała armia czerwona, zdobyła wieś i pomogła rodzinom. Dziadek chodził do Rosjan po jedzenie. Po drugiej stronie Narwi mieszkała reszta rodziny mojego dziadka. Próbował się tam dostać, ale most był zajęty przez Niemców. Ludzie mieszkali w ziemiankach zrobionych przez siebie i w stodołach. Polacy pomagali Rosjanom w przygotowaniach do walki.

Dziadek przeżył pewnie jeszcze dużo niezbyt miłych przygód ja znam tylko to z opowieści mojej babci.

Historia rodzinna

Dziadek mojego taty, więc mój pradziadek, u schyłku II wojny światowej, wraz z moim prapradziadkiem wyruszyli do walki w miejscowości Łączyno. Pradziadek (Stanisław Prejs) miał 22 lata, a prapradziadek (Antoni Prejs) 45 lat.

W trakcie walki ojciec mojego pradziadka został postrzelony. Mój pradziadek i prapradziadek przeczołgali się do małego zagajnika. Pradziadek bał się, że Niemcy ich znajdą. Nie mogli mieć pomocy z zewnątrz, ponieważ trwała bitwa.

Kiedy wybuchy i strzały ustały, mój pradziadek zaniósł z trudem swojego tatę do domu. W domu okazało się, że prapradziadek nie żyje, a jego włosy są całe białe. Osiwiał w ciągu niespełna doby.

Maciej Żołnowski kl. 5d

        

Moja prababcia Krysia, gdy rozpoczynała się wojna miała 6 lat. Nie chce wracać wspomnieniami do tamtych czasów.

         Pamięta, że w czasie wojny został spalony ich dom, zginęli też jej dwaj starsi bracia. Babcię wraz z jej mamą i rodzeństwem przygarnęli dobrzy ludzie w innej miejscowości. Były to dla niej bardzo ciężkie czasy. Wiele razy musiała się chować do piwnicy. Wysyłana też była przez gospodarza, u którego mieszkała na zwiady czy w pobliżu nie ma Niemców.

         Wielokrotnie z koleżankami były ustawiane pod stodołą i rozpytywane o sytuację w wiosce. Bardzo się wtedy bały, bo w ich kierunku Niemcy kierowali broń. Sytuację pogarszała jedna z koleżanek – Jasia, która pod wpływem strachu zaczynała się śmiać. Powodowało to, że były uderzane i w każdej chwili mogły zginąć.

         Wspomnienia z czasów wojny są dla Babci powodem do łez.

         Gdy rozpoczęła się wojna, to moja prababcia Krysia miała 6 lat. Ciężko jej mówić o tamtych czasach i wracać do nich pamięcią, ponieważ doświadczyła wówczas wiele zła. Spalony został ich dom, zginęli jej dwaj starsi bracia. Babcia wraz z mamą i pozostałym rodzeństwem zamieszkała w innej miejscowości. Przygarnęli ich dobrzy ludzie w zamian za pomoc w gospodarstwie.

         Gdy Niemcy dotarli do wioski, to babcia pamięta, że dorośli chowali ich w piwnicy i kazali cichutko siedzieć.

         Najbardziej stresujące było dla Babci to, gdy Niemcy rozpytywali ją i inne dzieci o to, co dzieje się w wiosce. Ustawiali ich w rzędzie pod stodołą i kierowali w ich kierunku broń. Najmłodsza z koleżanek – Jasia nie rozumiejąc powagi sytuacji często zaczynała się śmiać, co bardzo denerwowało Niemców. Wszystkie starsze dzieci bardzo się bały, że zginął. Żołnierze przepychali ich, uderzali i przystawiali karabiny do głowy.

         Były to bardzo ciężkie czasy.

  Bartosz Ruszczyński Lena Ruszczyńska kl. 5d

 

Nazywam się Maciek Bonisławski (kl.8c). Historia, którą przedstawiłem, opowiada o losach mojego prapradziadka od strony mamy- Jana Matyjasiak. Historię tę znam z opowiadań mamy, która poznała ją od swojej babci.

Prapradziadek pochodził z Konstancina Jeziornej, gdzie służył w Policji. Właśnie z Konstancina został zabrany jako jeniec do ośrodka NKWD w Ostaszkowie, gdzie został zamordowany, a zwłoki zakopane w pobliżu wsi Miednoje. Informacje i fotografie prapradziadka znajdują się w Muzeum Katyńskim.

 

Moja prababcia Krystyna

Moja prababcia Krysia mieszkała na wsi w miejscowości Chojnowo niedaleko Przasnysza.

 Gdy rozpoczęła się druga wojna światowa, moja prababcia Krysia miała 9lat.

 Jak były bombardowania wszyscy chowali się do ziemianek.  Moja prababcia pamięta jak nad wsią przelatywały niemieckie samoloty z bombami.

 Dużo znajomych mojej prababci zginęło w czasie wojny.  Rodzina mojej prababci miała dwa pokoje i jak wojsko niemieckie zajęło obszary Przasnysza, to musieli oddać jeden pokój, w którym zamieszkali oficerowie niemieccy.

 W pokoju oficerów była radiostacja, Polakom nie wolno było tam wchodzić.

Laura Sachalińska kl.4a

 

Wywiad przeprowadzony z moją babcią Haliną Szkoda

Ola: Cześć Babciu. Czy mogłabyś opowiedzieć mi o wojnie?

Babcia: To były straszne czasy Wnusiu, ale oczywiście, jeżeli tylko będę umiała to chętnie Ci o tym opowiem. To było bardzo dawno temu nie wiem czy wszystko dobrze pamiętam.

O: Ile miałaś lat jak zaczęła się wojna?

 B: Miałam wtedy 8 lat.

O: Pamiętasz jak się dowiedziałaś o tym, że wybuchła wojna?

B: Tak, to pamiętam bardzo dokładnie. Wychodziłam rano do szkoły w Krasnosielcu. To był zwykły dzień. Nie zdążyłam dojść do głównej drogi kiedy mój tata mnie zawrócił i powiedział: Córuś dzisiaj do szkoły nie pójdziesz… wybuchła wojna.
Nie rozumiałam dokładnie co to znaczy, ale po minie mojego taty od razu wiedziałam, że ten dzień zapamiętam na zawsze.

O: Czy bardzo się bałaś?

B: Wtedy chyba jeszcze nie tak bardzo. Nie wiedziałam co to znaczy … wojna. Kiedy Niemcy przepędzili nas na drugą stronę rzeki i musieliśmy zostawić nasz dom dopiero wtedy poczułam strach.

O: Czy ktoś z naszej rodziny brał czynny udział w wojnie?

B: Tak. Mój tata był w łączności. Został postrzelony w Ciechanowie przy ul. Płońskiej. Jego koledzy, którzy jechali razem z nim zginęli na miejscu. Jemu udało się to przeżyć.

O: Jak wspominasz czasy II wojny światowej?

B: To był straszny okres Wnusiu. Oby nigdy taka tragedia się nie powtórzyła. Pamiętam jak często widziałam moją mamę ze łzami w oczach i tatę, który ciągle powtarzał, że to się na pewno kiedyś skończy i że musimy się trzymać razem, żeby to przetrwać.

O: Dziękuję za tę rozmowę.

B. To ja Tobie dziękuję.

                                                                   Ola Szkoda kl. 5d

 

Wybuch II Wojny Światowej 1 września stał się również dla Przasnysza i okolic miejscem ciężkich walk Polskiego wojska (Mazowieckiej Brygady Kawalerii z wojskiem Niemieckim). Klęska Wrześniowa zakończyła otwartą walkę z Niemcami, lecz w to miejsce zaczął się tworzyć ruch oporu. W okresie okupacji Hitlerowskiej w rejonie Przasnysza działały różne organizacje partyzanckie takie jak Armia Krajowa i Narodowe Siły zbrojne. Jednym z żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych był mój pradziadek Wacław Chachulski, już pod koniec 1939 roku w moim domu w miejscowości Polny Młyn na zebraniu organizacyjnym powstała organizacja wojskowa „Wilki” zwana też Odziałem Wojskowym Wilki. Organizacja ta działała tylko na obszarze gminy Karwacz. Odział ten był podporządkowany Ryszardowi Borowemu PS. „Odrożyc”, który w tym czasie zamieszkiwał jako wysiedlony z Pomorza w Kuskowie, gminy Chojnowo. Oddział ten wraz z drugim oddziałem operacyjnym na terenie wsi Grzybki, Bobino, Załogi, Kuchy, liczył ok.200 osób. Po rozpadnięciu na skutek aresztowań w 1940 roku, oddziału wojskowemu „Wilki” pozostali na wolności oficerowie, powołali ową organizację wojskową, Polską Organizacje Narodowo-Syndykalistyczną (PONS). Od chwili aresztowań mój pradziadek ukrywał się przed Niemcami praktycznie do końca wojny, Niemcy próbowali za wszelką cenę go aresztować, lecz im się nie udało.

Niemcy za udział pradziadka w walce partyzanckiej wywieźli na roboty do Niemiec całą jego rodzinę tj. żonę oraz dwóch małoletnich synów (mojego dziadka Zdzisława który miał 16 lat i jego brata Stefana który w tym czasie miał tylko 6 lat), wszyscy pracowali u Niemca na gospodarstwie rolnym.

 Wrócili do domu po wyzwoleniu, w tym czasie pradziadek nocami starał się doglądać resztek po gospodarstwie, zaś nasz sąsiad Pan Zygmunt Przybysz, był jedynym który nie bał się pomóc pradziadkowi. Po wojnie mój pradziadek nie złożył broni, ponieważ uważał że Bolszewicy wcześniej czy później upadną i będzie ponownie trzeba wyzwolić Polskę. W 1948 roku został aresztowany przez Urząd Bezpieczeństwa Publicznego. Został wydany przez jedynego z donosicieli, który wskazał miejsce przechowywania broni, jaki opowiedział o pradziadka przeszłości, razem z nim aresztowano wielu innych patriotów z naszego terenu min. Pana Wdowińskiego z Wyrębu Karwackiego, czy Pana Gosia z Lipy. Wszyscy oni przeszli piekło w więzieniach komunistycznych. Stosowano wobec nich tortury takie jak bicie po piętach, stanie w wodzie po kilkanaście godzin, zabranianie snu, ciągłe nocne przesłuchania. Dopiero po Śmierci Stalina i ogłoszeniu Amnestii mogli wrócić do domów. Mój pradziadek ostatni rok więzienia spędził w celi bez okien w izolatce. Było to więzienie w Rawiczu. Po uwolnieniu musiał przez pewien czas mieć zasłonięte oczy by nie oślepnąć od słońca. „Takie to były pokręcone losy dla wielu Polaków w tamtych czasach”.

Agnieszka Pola Chachulska kl. 8c

 

Moja prababcia urodziła się w czasie wojny w 1940 roku. Niewiele pamięta z tego okresu, większość z opowiadań swoich rodziców. Przez miejscowość w której mieszkali przechodził front wojenny, więc cała wioska była wysiedlona, to znaczy, że musieli wynieść do innej miejscowości. Dopiero po zakończeniu wojny wrócili do własnych domów. Natomiast pradziadek w wieku 10-14 lat zmuszony był paść krowy u Niemca za „talerz zupy”. W czasie bombardowania chowali się do piwnic. Podczas jednego z takich bombardowań wszyscy bali się, a moja prababcia będąc małym dzieckiem śpiewała piosenki w piwnicy.

 

Iga Heromińska kl. 4a

  

 Wywiad ze swoją babcią przeprowadziła Weronika Wasilewska. Są to wspomnienia Aliny Wątkowskiej córki Rajmunda Wasilewskiego żołnierza 4 Dywizji Piechoty.

 

 Babciu ile lat miał twój tato kiedy wybuchła II wojna światowa ?

 Kiedy wybuchła wojna mój tato a twój pradziadek miał 16 lat.

 Czy opowiadał Ci jak wyglądały te pierwsze dni po wybuchu wojny ?

 Wśród ludzi zapanował strach. Niektórzy zwłaszcza ci młodsi nie zdawali sobie sprawy z tego jak wiele ona przyniesie zła.

  Gdzie mieszkali twoi rodzice kiedy wybuchła II wojna światowa ?

 Mój tato razem z rodzicami mieszkał wtedy we wsi Romany Janki niestety musieli opuścić swój dom i zamieszkali w miejscowości Rycice gmina Chorzele.

  Czym zajmowali się twoi rodzice podczas wybuchu wojny ?

 Rodzice pradziadka nie mieli własnej ziemi i pracowali na tak zwanych majątkach ziemskich. Za swoją pracę dostawali drobne wynagrodzenie a często także żywność. Podczas okupacji pradziadek jako 16 letni chłopiec zmuszony był przez Niemców jeździć na roboty do Białegostoku. Jeździł tam razem z innymi ludźmi na rowerze. Pracowali tam przy budowie dróg.

 

 Czy chodziło się wtedy do szkoły?

 Moi rodzice nie chodzili do szkoły. Moja mama była jeszcze za mała a mój tato wtedy pracował.

 

 Babciu czy twój tato był w partyzantce ?

 Kiedy już skończyła się wojna w 1945 roku. Pradziadek został powołany do Ludowego Wojska Polskiego - tak to się wtedy nazywało. Służył w 4 Dywizji Piechoty prowadzili oni w Bieszczadach działania związane z bezpieczeństwem wewnętrznym. Jednostka ta była wykorzystywana do działań przeciwko zbrojnym ludom UPA czyli Ukraińskiej Powstańczej Armii. UPA dokonywała rzezi na ludności polskiej.

 Kiedy mój pradziadek walczył co w tym czasie robiła moja prababcia ?  

 Kiedy wybuchła wojna twoja prababcia miała tylko trzy latka więc nic nie pamięta z tego okresu. Ale pamięta jak jej mama opowiadała że w jej domu w Lipie mieszkali Niemcy i musiała jej mama im przygotowywać posiłki.

 Czy ktoś z naszej rodziny został wywieziony do obozu ?

 Nie, nie pamiętam żeby cokolwiek mój tato wspominał na ten temat.

 Czy twój tato był ranny ?

 Nie, nie był ranny ale pamiętam jak mówił, że widział wiele zła i cierpienia.

 Pradziadek został odznaczony medalem czy chętnie opowiadał o tamtych wydarzeniach ?

 Tak został odznaczony medalem za udział w walkach ale nie chciał mnie i mojemu rodzeństwu opowiadać o tamtych czasach.

 

Moja babcia urodziła się 30 maja, jak rozpoczęła się wojna miała 9 lat. Jako dziecko babcia nie była w stanie zapamiętać przebiegu wszystkich wydarzeń z okresu wojny, były jednak szczególne sytuacje, które utkwiły jej jako dziecku do dnia dzisiejszego i o których babcia ciągle mówi ze łzami w oczach. Bardzo dobrze babcia zapamiętała jak przyszedł jej tata i powiedział, że muszą uciekać, bo zaczęła się wojna, kazał swojej żonie piec dużo chleba i pakować się. Ucieczka polegała na tym, że na wóz matka pakowała jedzenie, oczywiście dużo chleba, pierzyny, aby mieli się czym przykryć, do wozu były przywiązane krowy, dzięki temu było mleko do picia. Najgorsza była noc, kiedy było ciemno i ten potworny huk samolotów. Babcia bardzo bała się Niemców, nie mogła ich sobie wyobrazić myślała, że są jakimiś potworami, skoro wszyscy przed nimi uciekają. Jak bardzo się zdziwiła kiedy ich zobaczyła. Zadała wtedy pytanie swojej mamie- cyt „Dlaczego wszyscy uciekają przecież Niemcy to normalni ludzie i na pewno nic nam nie zrobią” Ich ucieczka przed przeciwnikami trwała kilka dni. Dobrze, że to nie była zima i nie było tak zimno spać na wozie, ale nieraz gdy się obudziła w środku nocy widziała gwiaździste niebo i ten lęk co z nimi będzie. Babcia zapamiętała również taką historię: Kiedy przyszedł jej tata i powiedział, że Niemcy jeżdżą po wsi i zbierają ludzi, kazał szybko uciekać do stodoły i dobrze zakopać się w sianie i siedzieć cicho. Niemcy oczywiście szukali w tej stodole. Babcia pamięta jak wróg mocno walił jej karabinem w głowę, myślała, że już nie wytrzyma, że się odezwie, ale wiedział, że jak Niemcy dowiedzą się, że ktoś jest w sianie, to będą szukać aż odnajdą wszystkich i zabiorą dokąd -babcia nie widziała. Babcia opowiada także o egzekucji, która odbyła się w małej Krzynowłodze, obecnie jest tam teraz pomnik. Zginęło dwóch (dokładnie nie pamięta ilu) niemieckich oficerów i za tych oficerów śmierć poniosło 40 niewinnych młodych ludzi. Niemcy jeździli po wsi i zbierali młodych ludzi aby ich później zastrzelić, co gorsze brat, bratu musiał kopać dół. Polegało to na tym, że każdy stał przy swoim dole i jak został postrzelony to od razu wpadał do dołu. Babcia pamięta te strzały, bo mieszkała niedaleko tej zbrodni. Teraz Babcia jest w podeszłym wieku i coraz bardziej zapomina swoje dzieciństwo. Ale zawsze mówi, że najważniejszy jest spokój na świecie i nie chciałaby ponownie przeżyć wojny, bo to największe okrucieństwo jakie człowiek potrafi zgotować drugiemu człowiekowi. Wspomnienia zostały upublicznione dzięki opowieściom Urszuli Rudzińskiej (babci)  

Mateusz Czaplicki kl. 8c

10 września do wsi Urzejowice wjechali motorami i ciężarówkami żołnierze armii niemieckiej. Zatrzymali się przy kościele. Gromadka dzieci – w tym ja – wybiegła z domów i przypatrywała się całej sytuacji. Żołnierze weszli do sklepu a po wyjściu rzucili na ulicę cukierki. Nikt z nas nie miał na tyle odwagi, aby je zebrać. Po paru minutach, kilku chłopców zaczęło podnosić słodycze z ziemi i wszyscy rzuciliśmy się do ich zbierania. Pierwszy raz w życiu jadłam cukierka. Do tej pory pamiętam jego smak.

 Byliśmy najbogatszą rodziną we wsi i mieliśmy największy dom. W naszym domu, w oddzielnym pokoju zamieszkał niemiecki lekarz. Codziennie rano przychodził do nas jego adiutant, czekał aż moja mama wydoi krowę a następnie zabierał część mleka i przyrządzał owsiankę dla swojego dowódcy. Trwało to około 2,5 roku.

~ Mówiła Irena Kapusta – stryjenka mojej mamy ur. 17 listopada 1939 r. (89 lat) ~

 

W tej samej wsi w domu rodzinnym mojego dziadka wraz z jego rodzicami oraz dwoma młodszymi braćmi, mieszkało dwóch żołnierzy niemieckich: Hans i Heinz.

Jeden był wysoki i chudy a drugi niski i gruby. Obydwaj bardzo dobrze nas traktowali. Przynosili do domu swoje racje żywnościowe i dzielili się z nami.

Zuzanna Polcyn kl.8


Przejdź do góry